Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małżeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małżeństwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 września 2016

Sprzeczność w kochaniu.





Wcale nie jest łatwo wrócić do pisania po przerwie. Jak długa (bądź krótka) by ona nie była. Co z tego, że
w głowie bije się o uwagę milion myśli, skoro nie dają się one ubrać w odpowiednie słowa, itp. itd. To chyba rozterki każdego, kto przez jakiś czas nie tworzył. No ale nie można przecież zupełnie się i Was zaniedbać,
i pora zakasać rękawy, uśpić dzieci i dalejże do dzieła! ;P

Ostatnio bardzo często rozmyślam w temacie miłości- tej bardziej małżeńskiej i rodzinnej (ciekawe czemu? ;P ) Ale nie w stylu: "Jaka to ona piękna!", tylko wręcz przeciwnie- dlaczego może jej zabraknąć. Co jest antytezą miłości? Czym można jej zaszkodzić?

Od zawsze powtarza się, że zaprzeczeniem miłości jest nienawiść. Można kogoś kochać, albo nienawidzić. Zupełna skrajność, prawda? Tylko w tych uczuciach istnieje jednak pewne podobieństwo- oba stany wymagają dużego emocjonalnego zaangażowania i wkładu pewnego zapału. Nienawiść zżera tony energii. Emanuje agresją, niepokojem, złorzeczeniem i ...ciągłym myśleniem o znienawidzonej osobie. Fakt, że pozostaje się
 w czyjejś głowie może być choć małym pocieszeniem, czyż nie? ;)

Co więc dalej z kontrastowaniem potężnej siły kochania? Wydaje mi się, że przeciwieństwem miłości naturalnie staje się egoizm. Skupienie na sobie zaprzecza idei kochania kogoś. Można tak się w siebie wpatrzeć, że zapomni się o całym Bożym świecie. Z miłości partnerskiej, rodzicielskiej, małżeńskiej pozostaje miłość do swojego własnego ego. Przejawia się to oczywiście na wiele sposobów, ale chyba najbardziej czytelne staje się wówczas, gdy nie mamy ochoty/potrzeby/czasu na kontakt z drugą osobą, bo jesteśmy nadmiernie zaaferowani własnymi sprawami i czubkiem własnego nosa.

Wreszcie uważam, że za odwrotność miłości można przyjąć obojętność. Ona bardzo boli. Brak zainteresowania kimś, kto w relację mocno się angażuje, podcina skrzydła. To nieczułość, odtrącenie, unikanie.
Brrr.... jak zimno. A przecież miłość ma ogrzewać.

Tak sobie w rezultacie myślę, że odwracając to, co miłości zaprzecza, można uzyskać piękny jej obraz. Chcesz tworzyć udany związek? Proszę bardzo! Swoją energię poświęcaj nie tylko na siebie, ale też na najbliższych. Troszcz się o uczucie, które wspólnie budujecie i wreszcie- nie pozostawaj głuchy na sygnały.

Takie to wszystko oczywiste, gdy się o tym pisze ;)
0

poniedziałek, 30 maja 2016

Może mówię sobie: "Dość!" ?






Zaciskam pięści. Nie z gniewu, nie ze złości czy spięcia. Nie w gotowości do pobicia. Nie podczas pobierania krwi.

Zaciskam pięści, bo w dłoniach chcę zatrzymać to, czego boję się wypuścić i stracić: moje zaklęte w ciszy słowa, przekonania, wartości...

Lęk. Znowu on. Łazi tuż za mną nierozerwalnie, a kiedy tylko mu na to pozwolę, wskakuje na plecy, chwyta za szyję i dusi. Tak jak teraz.

Czy umiem z nim żyć? Czy jestem w stanie stworzyć mu przestrzeń w mojej codzienności? Czy potrafię go oswoić na tyle, żeby nie usidlał, a raczej łagodnie oplatał swoimi mackami moją szyję?

I dlaczego patrzę na moje zaklęte w ciszy słowa, przekonania, wartości tylko z jednej perspektywy? Może nadchodzi jednak teraz czas na kolejny powiew świeżości?...
Też to czujesz? 
0

wtorek, 10 maja 2016

Wyjątkowo... doceniam!





Od niedawna czuję, że w powietrzu unosi się ten wyjątkowy i, w swojej wyjątkowości powtarzalny co roku, klimat. Wszystko szybko i chętnie budzi się po zimie do wiosennego życia- i zaskakująco prędko gna w stronę lata. 

Maj jest cudownym miesiącem! Przyroda szaleje: bzy rozkwitają i roztaczają dookoła swoje zapachy, wszędzie aż roi się od barw roślin i owadzich dźwięków. Uwielbiam zatopić się 
w majowym krajobrazie i doceniać jego piękno w promieniach słonecznych!

Maj jest też dla mnie wyjątkowy z innego względu: obchodzimy wtedy zawrotną kumulację świąt i uroczystości rodzinnych. Tyle się dzieje! Oprócz bieżących wydarzeń rodzą się też wspomnienia minionych, wspólnych, cudownych chwil... Wraca szczególny nastrój; czasem kołatanie serca i drżenie rąk. Lubię celebrować takie chwile. One nadają głębsze znaczenie temu, co i tak istotne w moim życiu. Po moich reakcjach odczytuję, co jest dla mnie nadzwyczaj ważne i czemu poświęcam siebie i najbliższych.

Maj to również miesiąc Maryjny, czas Pierwszych Komunii Świętych, zbliżenia się do kościoła.

Kiedyś maj kojarzył mi się z dużą ilością zaliczeń i egzaminów. "Tuż przed maturą kwitły kasztany..."- a to chociaż urozmaicało monotonię nauki i pocieszało. 

Teraz wreszcie maj jest dla mnie przede wszystkim wyjątkowym docenieniem pewnej nagminności ;) 

A Wy który miesiąc i za co szczególnie wyróżniacie?
0

piątek, 15 kwietnia 2016

List do B.






Witaj Królowo!

Ośmielam się do Ciebie pisać, choć dzielą nas tysiące lat i różnimy się pod wieloma względami. To jednak nic. Trochę Cię poznałam, Batszebo i wydajesz mi się bliska, więc jest  to dla mnie dostateczny powód, by zawiązać tą listowną relację. Nie masz co prawda pojęcia kim jestem, ale to w tej chwili nieistotne. Ważne jest teraz dla nas to, że dałaś nam Salomona. I oczarowałaś Dawida. I wzmocniłaś Izrael. I pokochałaś Boga.

Pozostaje dla mnie zagadką, co czułaś, odpowiadając na wezwanie króla do pałacu. Wiesz, odnoszę wrażenie, że jego pokusa względem Ciebie zrodziła się pod wpływem nastroju, wyjątkowości chwili, może nudy. Nie pojechał na wojnę z Ammonitami, kręcił się bezczynnie po pałacu, miał dużo czasu na rozmyślania i ... wypatrzył Ciebie. Czy Ty jednak wcześniej o nim myślałaś? Czy pragnęłaś go tak samo mocno jak on Ciebie? Może umyślnie kąpałaś się wtedy na tarasie tuż pod jego oknem? A może wręcz przeciwnie- zostałaś niespodziewanie złapana 
w pułapkę grzechu, a rozkazowi królewskiemu nie mogłaś odmówić? Nie wiem i pewno nie dowiem się nigdy. Zresztą prawda w tej sprawie musi pozostać zagadką, żebyśmy mogli teraz spojrzeć na związek Twój i Dawida też z innej perspektywy, nie tylko wykroczenia i kary.

Bo brzemię kary przygniotło Was oboje. Straciliście swojego ukochanego synka, nim w ogóle zdążył poznać uroki tego świata. Współczuję i przykro mi bardzo z tego powodu! Zrozumiałam jednak, że Bóg szykował dla Was lepszy i piękniejszy scenariusz. Dawid Cię pokochał. A to było wyróżnienie, otrzymać miłość od człowieka zaangażowanego w cały harem! 

Wiesz, dziś myślę, że jesteś wyjątkowa- nie tylko jako zjawiskowo piękna, ale i mądra kobieta. Odnalazłaś się na dworze królewskim, przetrwałaś ataki niesprzyjających Ci krytyków, nabrałaś odpowiednich manier i poznałaś tajniki władczych spisków. Przy tym wszystkim powiłaś mężowi synów. I szłaś wytrwale za radą proroka Natana, co było równoznaczne z poddaniem się woli Bożej.

Zaimponowałaś mi, zdobywając tron dla Salomona. Dzielna Ty! Miałaś wpływ na Dawida, a to świadczy, że jego serce należało nie tylko do Pana- do Ciebie również.

Bóg okazał Ci miłosierdzie- wybaczył grzech i pobłogosławił na wieki, dając Ci godne miejsce 
w rodowodzie Swego Syna. Pozostaję pełna podziwu dla tego, co stało się faktem.

Batszebo, Córko Przysięgi, żono i matko wielkich królów, pozdrawiam Cię serdecznie! Jako odpowiedź na mój list potraktuję naukę płynącą z Twojego życia: odwagę i ducha walki 
o godność, sprawiedliwość i szacunek. Dałaś przykład, co znaczy potęga i pokora, drzemiące 
w kobiecości. 

Dziękuję Ci!
0

czwartek, 14 kwietnia 2016

W (nie)bezpiecznej strefie.





Przygotowuję właśnie spotkanie dla studentów. Nadal krążymy wokół tematu kobiecości 
i żeńskich postaci biblijnych, głównie starotestamentalnych. Nasuwa mi się niepostrzeżenie refleksja na temat wyjątkowości losów wielu z nich. I również faktu, jak łatwo przenieść to, co działo się tysiące lat temu, do teraźniejszości. Czemu nie podzielić się z Wami tym "współczesnym" spostrzeżeniem? Zobaczcie, że wcale niedaleko nam do czasów przed Chrystusem!

Kobiety w starożytnym Izraelu zdane były na łaskę i opiekę mężczyzn. To od ich humorów 
i zaradności zależał kobiecy byt, szczęście, niejednokrotnie przetrwanie. Role pań ograniczały się zwykle do bycia żoną, matką, bądź dobrą siostrą i do pełnienia obowiązków z tym związanych. Kobiety dbały o gospodarstwo, dzieci oraz przekazywały rodzinie wartości tradycji, kultury i religii. Były paniami ogniska domowego- wzniecały oraz podtrzymywały płomień rodzinnej bliskości i zażyłej relacji. I tyle.

Na kartach Biblii opisane są jednak postaci, które znacznie, nawet z impetem, wyszły poza przyjęty schemat. Wcieliły się w nowe role. Zmieniły historię. Poprzestawiały fakty. Wzięły sprawy w swoje ręce. Pokazały, na co je stać. Zatroszczyły się o sprawy Boże. Wpłynęły nieodwracalnie na losy Izraela.

Dziś to się nazywa: "wyjść ze strefy komfortu". Tak, one to zrobiły! Nie miały bladego pojęcia 
o tej strefie, a ją przekraczały i to wielokrotnie. Wdawały się w intrygi, zwabiały mężczyzn, niepoprawnie flirtowały, grały w życiu sprawnie niczym w teatrze, pracowały ponad siły, kochały swoje teściowe, łączyły się we wspólnoty, zmieniały, planowały, działały.

I po tych wszystkich zmowach, i podstępach, i czasami nadludzkich wysiłkach niektóre z nich utkwiły na wieczność w rodowodzie samego Chrystusa! To jest dopiero tupet ;)

A nam dziś jak trudno przekroczyć nieraz tą magiczną strefę własnego komfortu... I stoimy 
w miejscu, czekając na nie wiem co- że przekroczy się sama? 

Tylko nasz własny osobisty wewnętrzny Izrael (Ja we wszystkich możliwych odsłonach) na zmiany wiecznie czekać nie będzie i możemy przegrać życie. A byłoby szkoda, czyż nie?
0

środa, 13 kwietnia 2016

Czekając na...







 Zastanawiam się, jak duża wartość kryje się w czekaniu. Bo to, że ona tam jest ukryta, jest dla mnie sprawą oczywistą.

Czekamy w życiu na wiele. Nieraz są to sprawy prozaiczne, błahe, a kiedy indziej znów urastające do rangi priorytetów czy sedna dnia, tygodnia, miesiąca, roku. 

Czekanie to taka forma tęsknoty. Czekam na kogoś, więc o nim myślę, a zatem w jakiś sposób tęsknię. Czekam na rozpoczęcie ważnego wydarzenia- tęsknię do przeżycia tego, co z nim związane. Czekam na zakończenie czegoś, bo tęsknię do tego, co ma być potem.

Czekanie to okazja. Okazja na przemyślenia i układanie. Oczekując na coś, jest mi podarowany czas na refleksję wokół tego tematu. Mogę pewną kwestię bardziej zgłębić, zanurzyć się w nią.

Czekanie to sprawdzanie siebie. Szczególnie mocno kojarzy mi się to z okresem narzeczeństwa. Czekam na ślub- przygotowuję się do niego, wykonuję szereg czynności związanych z np. załatwieniem sali, zespołu, fotografa, zaproszeniem gości, itd. Przy tym mierzę się z nowymi zadaniami i oceniam, jak sobie z tym radzę- zwłaszcza w duecie z wybraną drugą połówką. Poza tym wywiązuję się lub nie z pewnych wspólnych postanowień, które mamy w naszej relacji. To też- i przede wszystkim- sprawdzanie swojej silnej woli w okresie czekania na nierozerwalnie łączące "Tak".

Czekanie  to wątpliwości. Czy to, czego wypatruję, jest słuszne, zgodne z moimi wartościami? Czy ma sens? Czy mi się spodoba? Czy rzeczywiście jest dla mnie? Czy warto w to inwestować siebie, czas, wysiłek, energię, pieniądze? Czy...?

Czekanie to nadzieja- na coś nowego, lepszego lub nieznanego i napawającego lękiem 
(np. w przypadku chronicznej choroby). W każdej jednak sytuacji pojawia się to światełko nadziei- czekam i ufam.

Czekanie to niecodzienne obowiązki. Gdy przed nami nowe wyzwanie, pojawiają się też nie wykonywane dotychczas czynności, którym trzeba podołać. Czekam i ...działam. 

Ja teraz czekam na początek kolejnego etapu w życiu. Czuję to wszystko o czym pisałam. 
A może nawet więcej? Bo czym jeszcze wg Was czekanie może być?
2

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jedno wydarzenie, szereg następstw.






To, co robimy, wpływa na innych znacznie mocniej, niż nam się wydaje. Słowo, gest, sytuacja pozostawiają ślad, który nie znika prędko. W świetle tych słów jaką dopiero moc mają decyzje władców czy rządzących! Niosą z sobą odpowiedzialność za dobro całego narodu, zapisują się na kartach historii, tworzą tożsamość.

Chrzest. 1050 lat temu. Decyzja Mieszka I, konsekwencje dla całego narodu. 
Co to wydarzenie mogło znaczyć dla Piasta? Rewolucja. Umiejscowienie i z czasem umocnienie pozycji naszego kraju w kręgu państw kultury chrześcijańskiej, rozwój, nowe wierzenia 
i zwyczaje, przyjęcie tradycji rodzinnej z domu żony, innowacyjna perspektywa na przyszłość.

Ile chrzest Polski znaczy dla nas po tych 1050 latach? Dla mnie dużo. Żyję jego obyczajowością i normami, które nierozerwalnie się z nim łączą. Nie wyobrażam sobie siebie bez kościoła, do którego przynależę. Wierzę w to, co wyznaję i chcę te wartości przekazać swoim dzieciom. Mój dom jest domem chrześcijańskim, zakorzenionym w kulturze zapoczątkowanej przez Mieszka I. Jestem dumna z tego dzieła.

Dzięki przyjęciu przez nasz naród obecnej wiary, żyję w takim, 
a nie innym państwie; o takich, a nie innych zasadach. Choć jest tu wiele do zmiany i ciągle mam wrażenie, że jako obywatele nie godzimy się do końca z ustawami czy decyzjami rządzących, to jednak w kraju panuje względny spokój i określony ład. Chrzest nadał nam tożsamość narodową i określił kierunek, w którym podążamy.

Historia głosi, że Mieszko I był przez kilka pierwszych lat życia niewidomy, potem w cudowny sposób uzyskał wzrok. Przyjęcie przez Polskę nowej wiary za jego panowania określa się nieraz jako symboliczne wyjście narodu ze ślepoty. Wiedzieliście o tym?
0

poniedziałek, 21 marca 2016

Drogi Ty!






Dziś piszę do Ciebie list. Chcę być przy Tobie w Twoim smutku. Chcę dźwigać razem z Tobą Twoje niespełnienie.

Jakiś czas temu zauroczyłeś się Tym Kimś. Oj tak...  Przyszło to na Ciebie jak grom z jasnego nieba! Racjonalnie nie byłeś w stanie stwierdzić, co się z Tobą dzieje, a czułeś, że ciało i myśli dryfowały gdzieś kilka metrów nad ziemią. 
Doświadczałeś tego całym sobą! Było jak? Fe- no- me- nal- nie!

Tylko nie na dłuższą metę. 
Gdy podejmowałeś tę jedyną decyzję na całe życie- być z Tym Kimś-  czy osadziłeś się wtedy mocno w teraźniejszości i twardo stąpałeś po bezpiecznym, nie tylko asfaltowym gruncie?

Ano właśnie...

Dlaczego Cię teraz o to pytam? 
Bo konsekwencje (dzieci, dom, rodzina, rachunki... codzienne życie).

Uważasz, że przed ślubem było inaczej. Że obietnice, marzenia, pomysły, romantyczne wieczory, szalone wypady, namiętne pocałunki... Przecież ciągle była z Tobą ta sama osoba, Twój Ktoś! Może nie odebrałeś sygnałów od niej. Nie wyczułeś, o co jej tak naprawdę chodzi. Nie zrozumiałeś, jaka może za tym kryć się przyszłość. A teraz ... klops.

Jesteś tu, gdzie jesteś. Przed granicą swojej wytrzymałości. Masz problem, który niczym olbrzymi głaz tarasuje Ci drogę naprzód. Nie widzisz możliwości pozbycia się go. Tupiesz ze złości nogą. Nie kryjesz swojej bezradności, rozgoryczenia, zawiedzenia, rozczarowania, nawet upokorzenia. Jest Ci niesamowicie ciężko. Sięgasz po leki. Masz dość; ewidentnie dość!

Zatrzymaj się na chwilę w swoim szalonym pędzie wymówek i niespełnienia. 
Nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji. 
Spójrz na ten swój głaz. Przyjrzyj mu się. Oswój go, obejdź dookoła. Czy z każdej strony wygląda tak samo? Da się go dotknąć? Jaki jest; jaka jest jego faktura? Czy rzeczywiście jest taki obcy, daleki i zimny, za jakiego go uważasz? Czy nie jest czasem jednak trochę...Twój? Może wcale nie jest taki ciężki? Może... po prostu dasz radę go podnieść i ponieść? Może... to jednak kamień nie głaz? Może... kamyczek?

Daj mu szansę, proszę Cię o to.

Twój ból.




0

wtorek, 8 marca 2016

Wdzięczność w każdej z nas.








Kocham Go całym sercem. Jest dla mnie jedyny, wyjątkowy, niepowtarzalny, najlepszy. Ma zestaw zalet, które mnie uskrzydlają i pakiet wad, z którymi jestem w stanie dojść do porozumienia. Taki jest mój Mąż. Ufam, że większość z Was (jak nie wszystkie! ;)) może 
w podobnych kategoriach wypowiadać się o swoim.


Skoro mamy takich wspaniałych mężczyzn przy sobie, nie sposób jest zapomnieć 
o wdzięczności za dar ich osób. Wdzięczność- wbrew pozorom to o niej chcę dziś opowiedzieć ;P Nawiążę do opisanej już sytuacji, która znowu, z okazji 8 Marca, radośnie się powtarza. 
I uśmiecham się i cieszę, choć szczerze przyznaję w głębi serca, że rodzi się też w mojej głowie myśl: "Jeeeeej, po co to wszystko? Mamy tyle wydatków, lepiej odłożyć te pare groszy do skarbonki na coś potrzebniejszego. Kwiaty postoją kilka dni i będą do wyrzucenia..." I gryzę się wtedy w język. Mam świadomość, że jak raz zareaguję w ten sposób, mogę- choć w dobrej wierze- ale jednak zniechęcić mojego Męża do tego typu przyjemnych przecież bardzo prezentów. I kwiatów więcej w życiu z jego inicjatywy nie oglądać. A tego nie chcę, o nie! Więc doceniam, cieszę się, uśmiecham, wstawiam do wody i stawiam w widocznym miejscu, żeby pachniało wiosną i Jego zaangażowaniem w nasz związek.

A zaraz potem przychodzi kolejna myśl: "Jest cudownym człowiekiem, że pamięta; że się stara." I jestem Mu za to wdzięczna. To uczucie budzi u mnie ciepło w sercu, lekkość, dobre samopoczucie, spokój, który wypełnia mnie od środka. Taka właśnie dla mnie jest wdzięczność. Jest uczuciem, które warto w sobie pielęgnować i dbać o nie, bo daje zaskakująco dobre owoce. Wdzięczność żywię też do wszystkich innych mężczyzn, którzy akurat przy okazji Naszego Święta podkreślają w jakiś sposób naszą kobiecość. To naprawdę bardzo miłe i budujące dla mnie! :)

A dla Ciebie czym jest wdzięczność; jak ją odczuwasz w swoim życiu?
0

piątek, 4 marca 2016

Femme fatale.







Mężczyzna wykorzystany tylko i wyłącznie do jej prywatnych celów. Pozbawiony swojego zdania, godności i testosteronu. Ona ma władzę. Ona manipuluje i intryguje. Ona- Izebel.

Kolejna bohaterka naszych biblijnych rozważań. Inteligentna, odważna, pomysłowa, zaradna lwica z pomalowanym pazurem. Uparcie wierząca w bożki do samego haniebnego końca. Ludzie wokół niej to pionki w grze, na szarym końcu gdzieś tam w tle z mężem. Liczą się rządy 
i poddaństwo ludu. Reszta to tylko złudne przesłanki losu, które i tak dają się ułożyć w historię napisaną jej ręką i podbitą królewską pieczęcią poślubionego w interesach politycznych Achaba.

Życie jednak upomina się o swoje. Bóg nierychliwy, a sprawiedliwy. Czeka i czeka na nawrócenie, upokorzenie się i umiejętne odkrycie swojej egzystencjalnej pozycji. Kiedy to nie następuje, spełnia swoje tragiczne proroctwa. Katastrofalnie w Starym Testamencie, niezgodnie z naszymi wyobrażeniami w XXI wieku (1 Krl 16;18;19;21; 2 Krl 9).

Każdy niestety może podzielić smutny los dumnej Izebel (tak na marginesie- kto daje swojemu dziecku na  imię "Sterta gnoju", ten w pewien sposób warunkuje już jego przyszłość). 

Nie na darmo więc tak często słyszymy: "Gdzie serce Twoje, tam skarb Twój". Chyba nie chcesz przechowywać swojego w kupie śmieci nieuporządkowanego, wyniosłego nad miarę życia?


0

wtorek, 1 marca 2016

Świnia porażka.







Po wielu nieprzespanych nocach,  rozmowach do późna z przyjaciółką, poradach najbliższych, testach psychologicznych, ocenie znajomych i Twoich własnych wnikliwych analizach podejmujesz wreszcie tą jedyną decyzję na całe życie. On/ona i nikt więcej. Amen.

Mija krótka w Twoim mniemaniu chwila od ślubu i Ten Ktoś okazuje się totalnym niewypałem. Zamiast Szczęścia i Cudu Życia świnia miał/-a czelność awansować do miana Twojej Życiowej Porażki!

STOP.
Czy na pewno warto nadawać mu/jej ten tytuł?

Przypomnij sobie Wasze wszystkie dobre chwile, zauroczenia, randki, wspólne odkrywanie siebie i razem świata, wycieczki, żarty, plany i nadzieje. Chcesz cały ten bogaty asortyment cudownych przecież momentów wrzucić do jednego wora cierpień, rozpaczy i nieudacznictwa? Nie żal Ci?

Oszukał/-a Cię? Cały czas Cię oszukiwał/-a? Od początku kogoś udawał/-a? Nie był/-a sobą? Chciał/-a Cię zmanipulować i mu/jej się udało? Sorry, ale pod wpływem emocji Was łączących byłoby mu/jej niezmiernie trudno tego dokonać. Trochę możesz sobie ulżyć- na tyle go/jej nie stać.

Spójrz z innej perspektywy. Za co dokładnie go/ją obwiniasz? W czym według Ciebie się nie realizuje? Co nie jest tak piękne, jak pierwotnie zapowiadało się być? Pomyśl nad tym.

Gdzie Ty jesteś w tej sytuacji? Stoisz z boku i krytycznie oceniasz czy działasz, chcąc, by Wasza relacja rozwijała się jak najlepiej?

Rozmawiacie o tym?

Czy w związku z tym tematem jesteś w stanie odszukać w sobie jakieś pozytywne uczucia do Twojej drugiej połówki? Spróbuj to w sobie wypielęgnować.

Czy dostrzegasz możliwość na drugą szansę dla Was?

A może jednak to nie porażka, tylko ... no właśnie, co?




0

czwartek, 25 lutego 2016

Magia bycia razem.




Jesteście dla siebie bardzo ważni. Długo na siebie czekaliście bądź nawet szukaliście się, zanim Wasze drogi się spotkały i połączyły w jedną. Zdecydowaliście się iść razem przez życie; dzielić 
z sobą radości i smutki. Połączyły Was zainteresowania, pasje, poczucie humoru, jednakowe spojrzenie na świat ale też finanse, rachunki, dzieci, cieknący kran, przypalony obiad i zbyt szybko pusty bak.

Jest wystarczająco dużo powodów, by w każdym związku wyjątkową i na swój sposób szaloną wspólną decyzję bycia ze sobą szanować i celebrować. To naprawdę istotne- pamiętać o sobie nawzajem. Można to robić na tysiąc sposobów. Można powtarzać tej drugiej osobie: "Kocham Cię!" wkoło i wkoło (bo to się nigdy nie nudzi), szykować śniadanie bądź kanapki do pracy, parzyć ulubioną kawę, umawiać się na romantyczne randki (choćby to miała być zwykła domowa kolacja ale przy świecach i odpowiednim nastroju), włączać niespodziewanie "Waszą" muzykę i porywać do tańca, zabrać drugą połówkę w miejsce, które ona szczególnie lubi, itp. itd. Drobnostki, ale podgrzewają temperaturę uczuć!

Chcę jeszcze podkreślić, jak ważne i budujące dla relacji jest pamiętanie o wspólnych wydarzeniach, datach, rocznicach. Świętowanie ich, chociażby w najskromniejszy sposób, scala i fundamentuje związek. Z okazji Waszej uroczystości kup jej wreszcie ten bukiecik kwiatów, zabierz ją do kina, a Ty przygotuj mu jego ulubiony obiad i zapomnij ten jeden raz, że skarpetki porozrzucał po pokoju. Niech to będzie wyjątkowy, pełen Waszej magii dzień.

A kto wie, może magia Waszej bliskości sprawi, że te nieznośne skarpetki nauczą się lądować wreszcie w koszu na brudną bieliznę? I może obiad nie będzie się już nagminnie przypalał? ;)
2

wtorek, 23 lutego 2016

Skąd pewność?







Pisałam kiedyś o mojej nieumiejętności podejmowania decyzji (klik). 
Są jednak takie sprawy, gdzie nikt za nas niczego nie rozstrzygnie; gdzie trzeba zakasać rękawy i samemu chwycić ster życia w swoje ręce. W ważnych kwestiach jedynym mądrym rozwiązaniem jest zdanie się na siebie i słuchanie swojego wewnętrznego głosu (nie wykluczam tu porad bliskich osób). Jednym podjęcie takiej ważnej decyzji zajmie dzień, innym tydzień, jeszcze innym miesiąc czy rok. Uważam jednak, że nie ma tu złotego środka. Nie czas poświęcony na analizowanie jest najważniejszy, a skutek.


Żeby podjąć słuszną dla siebie decyzję trzeba przede wszystkim wiedzieć, czego się chce. To jest proste, jak się o tym czyta, ale trudne w działaniu. Nie wiesz, czego chcesz, jeśli nie znasz siebie i nie uporządkowałeś w sobie swoich priorytetów. Bez tego nie wybierzesz trafnie tego czegoś, co ma dla Ciebie tak duże znaczenie.

Kiedy już przebrniesz przez ten krótki w moim tekście akapit a długi fragment swojej egzystencji, możesz się uspokoić. Słuchając siebie i idąc za swoimi wartościami odszukasz w sobie wszystkie narzędzia służące dokonaniu dobrego i uszczęśliwiającego wyboru. 

Gratuluję :)

Po czym poznasz, że wybrałeś właściwie? Pewności nikt Ci nie da, ale odnajdziesz spokój 
w swoim wnętrzu. Będziesz po prostu wyciszony i w pewien sposób zrelaksowany podjęciem decyzji. Da Ci ona nową siłę i chęć do działania. Wywoła uśmiech na twarzy i radość 
w serduchu. Będzie Cię motywować każdego dnia do robienia czegoś więcej, lepiej, skuteczniej. Wreszcie będziesz się chciał rozwijać i czerpać pełnymi garściami z tego, co wybrałeś. Ale uwaga- staniesz się też gotowy do dawania od siebie i to na skalę, o którą sam siebie nie podejrzewałeś. Odkryjesz bowiem w sobie zasoby, o których do tej pory nie miałeś pojęcia. Poczujesz, co znaczy być spełnionym, szczęśliwym; jak smakuje realizacja siebie 
i radowanie przy tym innych. Będziesz chciał więcej i więcej z tego stanu. Poranki zaczną się od: "Przede mną kolejne możliwości", a nie od: "Znowu to samo..." Spotkasz się 
z aprobatą, a nawet uznaniem otoczenia. I będzie Ci się chciało angażować w Twój wybór na maxa, bez względu na okoliczności.

Masz to? ;) Nie obawiaj się decyzji. Ich konsekwencje mogą być naprawdę piękne i budujące! Odwagi!
0

piątek, 19 lutego 2016

Syf, kiła i mogiła.




Zachmurzone niebo sprzyja ponurym rozmyślaniom, a spacery porządkowaniu idei.
Jedną z moich jest szczęśliwe małżeństwo. Wspierające się. Rozumiejące swoje potrzeby. Dążące do harmonii. Uporządkowane. Dające sobie niezbędną przestrzeń. Kochające się.

Jak to już w życiu bywa, niektórym związkom bliżej do tego obrazu, innym nie. Wiele zależy od poziomu świadomości obojga i chęci pracy nad swoją relacją. 

Czasami jednak do ideału jest baaaaardzo daleko. Wiesz, kiedy to się zaczyna? Kiedy chcemy coś sobie na siłę udowodnić; kiedy spieramy się o teściów; kiedy przerzucamy na siebie nawzajem winę za chorobę dziecka; kiedy wyciągamy na wierzch stare brudy (dawno już omówione i zapomniane, ale w momencie kłótni świetnie przybijające gwóźdź do trumny); kiedy chcemy koniecznie dominować; kiedy naiwnie czekamy, aż on się domyśli a on czeka, że przestaniemy milczeć; kiedy zamiast porozmawiać rzucamy krytyczne spojrzenia; kiedy kwitujemy wszystko słowami: "Nie wiesz o co chodzi? Widocznie jesteś głupszy/-a niż wyglądasz".

Przy natłoku takich oskarżeń nasze małżeństwo z sielankowego, szczęśliwego zdjęcia ślubnego przemienia się powoli i niezauważalnie w zagracone podwórko. Owszem, na początku można tego w ogóle nie czuć- ot, jedna jakaś drobna kłótnia, jedno porządniejsze "wygarnięcie" sobie. A od tego spustoszenie sukcesywnie się zaczyna. Narastające niedomówienia i rany bolą coraz bardziej. Tym bardziej, im więcej czasu upływa od niewyjaśnienia sobie fundamentalnych kwestii...(a jak zbawienna jest zmiana perspektywy widzenia i oddanie się sprawie wspominałam już tutaj i tutaj).

Ja nie chcę mieć małżeństwa niczym stare, zagracone podwórko z rozklekotaną bramą 
i poszarpaną siatką. Daleko mi do takiej wizji; do wizji, w której relacja powoli zamiera; w którą włazi duchowy syf pustki. 

A czego Ty chcesz? Dążysz w swoim życiu do zdominowanej szczęściem i harmonią relacji czy pozwalasz, aby wszystkie Twoje pragnienia leciały na łeb, na szyję w dół?

2

poniedziałek, 15 lutego 2016

Mąż nagminnie znosi Ci do chaty...


Z mężami różnie bywa. Marzysz o księciu z bajki, rycerzu w potężnej zbroi na białym koniu ratującym Cię z opresji życia, zabierającym na wykwintny bal i bosko całującym. Po czasie odkrywasz, że albo zbroja połatana, albo koń nie taki, albo że to na Tobie spoczywa odpowiedzialność za ratunek, przygotowanie balu i inicjatywa pocałunków. Co sobie myślisz?- Żenada.

Co ciekawe- to normalne. Normalne jest to, że w fazie zakochania widzimy przez różowe okulary i dopisujemy sobie pewne pożądane cechy albo liczymy, że ślub wszystko w wybranku zmieni. Ale nic z tych rzeczy! Podstawowa zasada wchodzenia w relacje damsko-męskie: ktoś jest, jaki jest i nie ma co zakładać zmiany. Jeśli będzie chciał przemiany na lepsze, okey, może będzie dla Ciebie nad sobą pracował (wyjątkowy egzemplarz) ale uwaga- efekt końcowy nie jest jednoznacznie określony ;)

Dążę do tego, że dla świętego spokoju swojego i ukochanego warto doceniać w nim to, co od początku ma w pakiecie; to, co od zawsze znosi do chaty. Mój mąż jest wyjątkowy w tym względzie. Znosi różne rzeczy, historyjki i pomysły, ale to, czym szczególnie chcę się z Wami podzielić i co mocno doceniam (bo odnoszę wrażenie, że wśród facetów jest na wymarciu) to kwiaty. Mój mąż nagminnie znosi mi do chaty bukiety kwiatów. Z okazji przeróżnych okazji. Pamięta o świętach i ważnych datach i podkreśla ich znaczenie kwiatami dla mnie. Uwielbiam ten jego zwyczaj! I mówię mu o tym, jak bardzo jest to dla  mnie miłe i ważne.



Każdy facet ma swoje przyciasne zbroje lub kulawe rumaki. Ale co tam! Dziś chcę Ci powiedzieć, że skupienie się na dobrych stronach jego osobowości pomoże Ci odkryć jego i siebie na nowo! Spróbuj!

Wiesz już co wyjątkowego dla Ciebie Twój mąż znosi Ci do chaty?
4

poniedziałek, 1 lutego 2016

Starajcie się!

"Wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą." Te słowa pochodzą 
z dzisiejszego drugiego czytania z 1 Kor. I najbardziej zwróciły moją uwagę na Eucharystii.


Jak mogę się do nich odnieść swoim życiem? Pierwsze, co mi przychodzi na myśl, to rozwijanie moich talentów. Ale to takie oczywiste i banalne! 

Konfrontując się z tym, co dziś wydarzyło się w moim małżeństwie, mogłabym popracować właśnie nad relacją z mężem. I nie chodzi mi 
o jakieś radykalne zmiany, ale o dopracowywanie drobnej kwestii; 
o staranie się właśnie o te większe dary dla nas. Obydwoje mamy takie samo nastawienie do planowania wolnego czasu- tak samo ciężko przychodzi nam coś kreatywnego i ciekawego przedsięwziąć. Skoro zależy mi na naszym wspólnym dobru (no ba!) to oficjalnie postanawiam się zabrać za tą pomału ciążącą nam piętę Achillesową- tak, żebyśmy obydwoje byli zadowoleni.

I wierzę, że dzięki temu otwieram się na możliwość jeszcze doskonalszej dla nas drogi ;)
0
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.