Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 października 2016

Jak zostałam piratem?





Historia zadziała się sama. Wszystko potoczyło się w mgnieniu oka (dosłownie!) i zadziwiło mnie samą. Widocznie tak to już było, jest i będzie, że z dziećmi wiele spraw wymknie się spod kontroli...

Miała to być miła zabawa. Taka ot, chwila matczynego wykazania się przy córce. W końcu tego fachu się wyuczyłam i w tym pracuję. Tak zwane: "Znam się", więc pokażę. I pokazałam.

Szczoteczka do zębów. Rozmiar idealny do wieku dziecka (zaufanie do producentów). Ozdobiona zwierzaczkami, bo z takiej chętniej  korzystają maluchy. I rączka Weroniki.

Nie minął ułamek sekundy. Włosie szczoteczki - nie wiem jak, kiedy i gdzie- wylądowało za sprawą mojej latorośli w moim otwartym OTWARTYM oku. Ałłłłł !!!

Szybką mam córkę. Nie zdążyłam zamknąć oka. Przykre... Oko do wymiany ;P

I tak matka dentystka pokazywała córce, jak prawidłowo używać szczoteczki do zębów. Zębów, nie oczu. Zabawa za sześćdziesiąt złotych na leki dla matki.

Używać ostrożnie i pod kontrolą stomatologa (?).


0

czwartek, 22 września 2016

Sprzeczność w kochaniu.





Wcale nie jest łatwo wrócić do pisania po przerwie. Jak długa (bądź krótka) by ona nie była. Co z tego, że
w głowie bije się o uwagę milion myśli, skoro nie dają się one ubrać w odpowiednie słowa, itp. itd. To chyba rozterki każdego, kto przez jakiś czas nie tworzył. No ale nie można przecież zupełnie się i Was zaniedbać,
i pora zakasać rękawy, uśpić dzieci i dalejże do dzieła! ;P

Ostatnio bardzo często rozmyślam w temacie miłości- tej bardziej małżeńskiej i rodzinnej (ciekawe czemu? ;P ) Ale nie w stylu: "Jaka to ona piękna!", tylko wręcz przeciwnie- dlaczego może jej zabraknąć. Co jest antytezą miłości? Czym można jej zaszkodzić?

Od zawsze powtarza się, że zaprzeczeniem miłości jest nienawiść. Można kogoś kochać, albo nienawidzić. Zupełna skrajność, prawda? Tylko w tych uczuciach istnieje jednak pewne podobieństwo- oba stany wymagają dużego emocjonalnego zaangażowania i wkładu pewnego zapału. Nienawiść zżera tony energii. Emanuje agresją, niepokojem, złorzeczeniem i ...ciągłym myśleniem o znienawidzonej osobie. Fakt, że pozostaje się
 w czyjejś głowie może być choć małym pocieszeniem, czyż nie? ;)

Co więc dalej z kontrastowaniem potężnej siły kochania? Wydaje mi się, że przeciwieństwem miłości naturalnie staje się egoizm. Skupienie na sobie zaprzecza idei kochania kogoś. Można tak się w siebie wpatrzeć, że zapomni się o całym Bożym świecie. Z miłości partnerskiej, rodzicielskiej, małżeńskiej pozostaje miłość do swojego własnego ego. Przejawia się to oczywiście na wiele sposobów, ale chyba najbardziej czytelne staje się wówczas, gdy nie mamy ochoty/potrzeby/czasu na kontakt z drugą osobą, bo jesteśmy nadmiernie zaaferowani własnymi sprawami i czubkiem własnego nosa.

Wreszcie uważam, że za odwrotność miłości można przyjąć obojętność. Ona bardzo boli. Brak zainteresowania kimś, kto w relację mocno się angażuje, podcina skrzydła. To nieczułość, odtrącenie, unikanie.
Brrr.... jak zimno. A przecież miłość ma ogrzewać.

Tak sobie w rezultacie myślę, że odwracając to, co miłości zaprzecza, można uzyskać piękny jej obraz. Chcesz tworzyć udany związek? Proszę bardzo! Swoją energię poświęcaj nie tylko na siebie, ale też na najbliższych. Troszcz się o uczucie, które wspólnie budujecie i wreszcie- nie pozostawaj głuchy na sygnały.

Takie to wszystko oczywiste, gdy się o tym pisze ;)
0

piątek, 15 lipca 2016

Powrót.





Uffff... Łazienka umyta, obiad ugotowany, lista zakupów zrobiona, pranie rozwieszone, zaplanowana ilość książki przeczytana, dzieci nadal śpią- można wreszcie po dłuuuuuuugiej przerwie siąść do pisania. Aż w sumie nie mogę uwierzyć, że znalazłam na to czas!

Z jedną tylko Weroniką było początkowo niełatwo. Zawsze coś się działo: a to bolący brzuch,  
a to humory. Jakoś jednak przezwyciężyłyśmy przeciwności i powoli zaczęłyśmy wychodzić na prostą. Dzień układał się w jeden w miarę ogarnięty schemat zajęć: obowiązków i przyjemności. Godziny płynęły w ustalonym rytmie. Od czasu do czasu pojawiało się jakieś urozmaicenie, goście lub wyjazd. 

Pojawił się Staś. 

Wszystko od nowa. Nowy plan na rodzinę, dom, życie. 

Myślałam, że będę w stanie kochać tylko jedno dziecko, że nie podzielę tej miłości na dwoje, nie w takim tempie. Wyjeżdżając do szpitala patrzyłam na córkę z uwielbieniem; jak na najdroższy skarb, za który dałabym się pokroić. 

Urodziłam Stasia. Przytuliłam go do siebie i utkwiłam w nim wzrok. Pierwsze nasze spotkanie- on śliczny, różowiutki, delikatny i taki maleńki. Mój synek.

Zaczęłam się nim zajmować na sali poporodowej: przewijać, karmić, tulić, nosić. 
Mój synek.

Wróciliśmy do domu. Weronika taka wielka! I zaradna! I coraz bardziej bystra! 
I spostrzegawcza! Dłuższą chwilę wpatrywała się w brata, a ja w nią. Wtedy zrozumiałam, jak miłość się dzieli.

Im więcej jej dajesz, tym więcej budzi się jej w tobie.
0

sobota, 30 kwietnia 2016

Imię przesądziło o losie.






Tamar- wyjątkowa kobieta. Kobieta, która jak palma daktylowa miała znosić więcej, niż dane było innym. Miała, niczym drzewo swoje owoce, wydawać na świat liczne potomstwo. Nie łamać się i tkwić mocno korzeniami w pustynnej ziemi. Przetrwać w niesprzyjających warunkach dzięki swojej urodzie i mądrości. Takie przesłanie kryło się w imieniu Tamar, kolejnej postaci biblijnej, której życie zgłębialiśmy.

Choć królewska córka, to jednak nie była traktowana wyjątkowo. U swojego ojca Dawida nie miała żadnych względów. Posłuszna, grzeczna, pokorna- mężczyźni lubią te cechy u kobiet 
i niestety nierzadko wykorzystują na swoją korzyść. Tak było z Amnonem. Posłuchał niewłaściwego doradcy i palące go pożądanie przekuł w chytry plan zdobycia przyrodniej siostry. Nie miał dobrych intencji. Mimo upomnień Tamar i jej rozsądnych wskazówek na możliwość zawarcia małżeństwa, nie cofnął ręki podniesionej na niewinną. Zadał gwałt nie tylko dziewczynie ale i wszystkim prawom, rządzącym ich izraelskim, królewskim domem. Otworzył wrota do spełniającej się przepowiedni proroka Natana i miecz Pański zaczął krwawo odmierzać starotestamentalną, boską karę. 

Tamar, na ówczesne czasy, przegrała swoje życie. Gwałciciel nie wykupił jej od ojca, wygnał na pastwę losu, pozwalając miłości pokryć się wzbierającą w sercu nienawiścią. Dziewczyna rozdarła swe szaty, lamentując przeraźliwie. Jej życie było skończone, nie tylko na kartach Pisma Świętego. Pozostała jedynie w pamięci brata Absaloma, który jej imię przekazał swojej córce, a siostrę krwawo pomścił.

Dlaczego kobiety w Biblii pozostawały niżej w hierarchii społecznej niż mężczyźni? Dlaczego nie miały wpływu na swój los? Dlaczego rodziny po dziś dzień są bardziej skomplikowane niż nam się wydaje? Dlaczego wielki władca, król Dawid, obojętnie przeszedł do codzienności nad losami swojej córki? Dlaczego?... Po niektóre odpowiedzi odsyłam do 2 Sm 13; inne przynosi życie.
0

piątek, 15 kwietnia 2016

List do B.






Witaj Królowo!

Ośmielam się do Ciebie pisać, choć dzielą nas tysiące lat i różnimy się pod wieloma względami. To jednak nic. Trochę Cię poznałam, Batszebo i wydajesz mi się bliska, więc jest  to dla mnie dostateczny powód, by zawiązać tą listowną relację. Nie masz co prawda pojęcia kim jestem, ale to w tej chwili nieistotne. Ważne jest teraz dla nas to, że dałaś nam Salomona. I oczarowałaś Dawida. I wzmocniłaś Izrael. I pokochałaś Boga.

Pozostaje dla mnie zagadką, co czułaś, odpowiadając na wezwanie króla do pałacu. Wiesz, odnoszę wrażenie, że jego pokusa względem Ciebie zrodziła się pod wpływem nastroju, wyjątkowości chwili, może nudy. Nie pojechał na wojnę z Ammonitami, kręcił się bezczynnie po pałacu, miał dużo czasu na rozmyślania i ... wypatrzył Ciebie. Czy Ty jednak wcześniej o nim myślałaś? Czy pragnęłaś go tak samo mocno jak on Ciebie? Może umyślnie kąpałaś się wtedy na tarasie tuż pod jego oknem? A może wręcz przeciwnie- zostałaś niespodziewanie złapana 
w pułapkę grzechu, a rozkazowi królewskiemu nie mogłaś odmówić? Nie wiem i pewno nie dowiem się nigdy. Zresztą prawda w tej sprawie musi pozostać zagadką, żebyśmy mogli teraz spojrzeć na związek Twój i Dawida też z innej perspektywy, nie tylko wykroczenia i kary.

Bo brzemię kary przygniotło Was oboje. Straciliście swojego ukochanego synka, nim w ogóle zdążył poznać uroki tego świata. Współczuję i przykro mi bardzo z tego powodu! Zrozumiałam jednak, że Bóg szykował dla Was lepszy i piękniejszy scenariusz. Dawid Cię pokochał. A to było wyróżnienie, otrzymać miłość od człowieka zaangażowanego w cały harem! 

Wiesz, dziś myślę, że jesteś wyjątkowa- nie tylko jako zjawiskowo piękna, ale i mądra kobieta. Odnalazłaś się na dworze królewskim, przetrwałaś ataki niesprzyjających Ci krytyków, nabrałaś odpowiednich manier i poznałaś tajniki władczych spisków. Przy tym wszystkim powiłaś mężowi synów. I szłaś wytrwale za radą proroka Natana, co było równoznaczne z poddaniem się woli Bożej.

Zaimponowałaś mi, zdobywając tron dla Salomona. Dzielna Ty! Miałaś wpływ na Dawida, a to świadczy, że jego serce należało nie tylko do Pana- do Ciebie również.

Bóg okazał Ci miłosierdzie- wybaczył grzech i pobłogosławił na wieki, dając Ci godne miejsce 
w rodowodzie Swego Syna. Pozostaję pełna podziwu dla tego, co stało się faktem.

Batszebo, Córko Przysięgi, żono i matko wielkich królów, pozdrawiam Cię serdecznie! Jako odpowiedź na mój list potraktuję naukę płynącą z Twojego życia: odwagę i ducha walki 
o godność, sprawiedliwość i szacunek. Dałaś przykład, co znaczy potęga i pokora, drzemiące 
w kobiecości. 

Dziękuję Ci!
0

środa, 13 kwietnia 2016

Czekając na...







 Zastanawiam się, jak duża wartość kryje się w czekaniu. Bo to, że ona tam jest ukryta, jest dla mnie sprawą oczywistą.

Czekamy w życiu na wiele. Nieraz są to sprawy prozaiczne, błahe, a kiedy indziej znów urastające do rangi priorytetów czy sedna dnia, tygodnia, miesiąca, roku. 

Czekanie to taka forma tęsknoty. Czekam na kogoś, więc o nim myślę, a zatem w jakiś sposób tęsknię. Czekam na rozpoczęcie ważnego wydarzenia- tęsknię do przeżycia tego, co z nim związane. Czekam na zakończenie czegoś, bo tęsknię do tego, co ma być potem.

Czekanie to okazja. Okazja na przemyślenia i układanie. Oczekując na coś, jest mi podarowany czas na refleksję wokół tego tematu. Mogę pewną kwestię bardziej zgłębić, zanurzyć się w nią.

Czekanie to sprawdzanie siebie. Szczególnie mocno kojarzy mi się to z okresem narzeczeństwa. Czekam na ślub- przygotowuję się do niego, wykonuję szereg czynności związanych z np. załatwieniem sali, zespołu, fotografa, zaproszeniem gości, itd. Przy tym mierzę się z nowymi zadaniami i oceniam, jak sobie z tym radzę- zwłaszcza w duecie z wybraną drugą połówką. Poza tym wywiązuję się lub nie z pewnych wspólnych postanowień, które mamy w naszej relacji. To też- i przede wszystkim- sprawdzanie swojej silnej woli w okresie czekania na nierozerwalnie łączące "Tak".

Czekanie  to wątpliwości. Czy to, czego wypatruję, jest słuszne, zgodne z moimi wartościami? Czy ma sens? Czy mi się spodoba? Czy rzeczywiście jest dla mnie? Czy warto w to inwestować siebie, czas, wysiłek, energię, pieniądze? Czy...?

Czekanie to nadzieja- na coś nowego, lepszego lub nieznanego i napawającego lękiem 
(np. w przypadku chronicznej choroby). W każdej jednak sytuacji pojawia się to światełko nadziei- czekam i ufam.

Czekanie to niecodzienne obowiązki. Gdy przed nami nowe wyzwanie, pojawiają się też nie wykonywane dotychczas czynności, którym trzeba podołać. Czekam i ...działam. 

Ja teraz czekam na początek kolejnego etapu w życiu. Czuję to wszystko o czym pisałam. 
A może nawet więcej? Bo czym jeszcze wg Was czekanie może być?
2

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jedno wydarzenie, szereg następstw.






To, co robimy, wpływa na innych znacznie mocniej, niż nam się wydaje. Słowo, gest, sytuacja pozostawiają ślad, który nie znika prędko. W świetle tych słów jaką dopiero moc mają decyzje władców czy rządzących! Niosą z sobą odpowiedzialność za dobro całego narodu, zapisują się na kartach historii, tworzą tożsamość.

Chrzest. 1050 lat temu. Decyzja Mieszka I, konsekwencje dla całego narodu. 
Co to wydarzenie mogło znaczyć dla Piasta? Rewolucja. Umiejscowienie i z czasem umocnienie pozycji naszego kraju w kręgu państw kultury chrześcijańskiej, rozwój, nowe wierzenia 
i zwyczaje, przyjęcie tradycji rodzinnej z domu żony, innowacyjna perspektywa na przyszłość.

Ile chrzest Polski znaczy dla nas po tych 1050 latach? Dla mnie dużo. Żyję jego obyczajowością i normami, które nierozerwalnie się z nim łączą. Nie wyobrażam sobie siebie bez kościoła, do którego przynależę. Wierzę w to, co wyznaję i chcę te wartości przekazać swoim dzieciom. Mój dom jest domem chrześcijańskim, zakorzenionym w kulturze zapoczątkowanej przez Mieszka I. Jestem dumna z tego dzieła.

Dzięki przyjęciu przez nasz naród obecnej wiary, żyję w takim, 
a nie innym państwie; o takich, a nie innych zasadach. Choć jest tu wiele do zmiany i ciągle mam wrażenie, że jako obywatele nie godzimy się do końca z ustawami czy decyzjami rządzących, to jednak w kraju panuje względny spokój i określony ład. Chrzest nadał nam tożsamość narodową i określił kierunek, w którym podążamy.

Historia głosi, że Mieszko I był przez kilka pierwszych lat życia niewidomy, potem w cudowny sposób uzyskał wzrok. Przyjęcie przez Polskę nowej wiary za jego panowania określa się nieraz jako symboliczne wyjście narodu ze ślepoty. Wiedzieliście o tym?
0

wtorek, 5 kwietnia 2016

Między nami mamami.





Czasem nachodzą mnie takie myśli, że z dzieckiem wcale nie jest łatwo. Pojawiają się nowe wyzwania i sytuacje, których nigdy wcześniej nie doświadczałam. Nieraz mam też wrażenie, że piętrzą się przede mną wyzwania, a trudno jest mi im sprostać. Co więcej-  kolejny bobas 
w drodze- i jak to wszystko pogodzić, żeby nie zwariować?

W chwilach natłoku takich myśli staram się:
1. zmienić perspektywę- spojrzeć na moją sytuację i swego rodzaju problem w inny sposób. Nabrać dystansu. Wymyślić inny bieg zdarzeń dla tego, co się aktualnie dzieje.
2. skupić się na tym, co najważniejsze- a przecież obecnie pępkiem mojego świata jest ten kochany maluszek! Dla bobasa staram się o wszystko, co najlepsze.
3. zagłębić w to, co aktualnie przeżywam- pozwalam sobie poczuć przychodzące emocje 
i przeżyć wszystkie związane z nimi stany. Nawet kiedy boli i jest trudno, to jest "to moje", co odczuwam i chcę tym żyć- chcę żyć moją pełnią życia.
4. odpoczywać- daję sobie chwilę na wytchnienie (o ile ma się kto w tym czasie zająć dzieckiem).
5. słuchać muzyki- nie żeby zagłuszyć myśli, ale żeby mózg popracował trochę też na innych falach ;)
6. wyjść na spacer- może inna mama z wózkiem ma podobne doświadczenia? A wspólne przegadanie sprawy baaaaaardzo pomaga.
7. poćwiczyć- endorfiny, przybywajcie! Choć daleko mi do dobrej formy ;P
8. poczytać- książka dobra na wszystko.

Mamuśki, a jakie są Wasze sprawdzone metody na myślowy maminy mętlik w głowie? Śmiało dodajcie coś do mojej listy! :)
0

czwartek, 3 marca 2016

Kobieto! Może Ci to nie dać nic.





W marcowych rozważaniach będzie u każdego często przewijał się temat kobiecości. Nieważne, czy prowadzisz związaną z tym działalność, czy po prostu kobietą jesteś i siłą rzeczy ta problematyka nie jest Ci obca. Marzec to oddanie hołdu kobiecości. I już.

Nie od dziś promuje się styl sprawiania sobie drobnych przyjemności. Nadarza się taka bądź inna okazja- doceń siebie samą! Ekskluzywna podróż, szalona wycieczka, wizyta w SPA, wypad z przyjaciółmi, wyczekiwana lektura, pobyt w saunie, aromatyczna kawa. Zrób/kup cokolwiek, co sprawi Ci przyjemność i przypomni, że przede wszystkim to Ty w tym dniu jesteś ważna.

I nie mówię, że nie. To oczywiście dobry sposób na uprzyjemnienie sobie dnia, poczucie się wyjątkową i po prostu zrelaksowanie się. To też w życiu jest bardzo ważne! 

W związku z tegorocznym Dniem Kobiet mam jednak inną propozycję. Co by się stało, gdybyś oprócz siebie doceniła inne bliskie Ci kobiety? Chodzi mi szczególnie o te z Twojej rodziny. Co byś powiedziała na wspólne przeglądanie starych rodzinnych zdjęć przy owocowej herbatce 
z mamą, babcią i może jesteś tą szczęściarą, że jeszcze z prababcią? Albo wspólne pieczenie ciasta z siostrą i córką? Hmmmmm, brzmi smakowicie? ;) Chcę Ci po prostu przypomnieć, jak drogocenne jest pielęgnowanie relacji z kobietami, które tworzą jeden ród. Łączy je jedna historia, jedne geny, jedna więź. Choćby inaczej patrzyły na świat i czego innego oczekiwały od życia- są jedną rodziną; jednością.

Do Dnia Kobiet zostało jeszcze kilka chwil- na przemyślenie tematu i przygotowanie się. Mam świadomość, że może Ci to nic nie dać; możesz przeczytać i nie mieć ochoty nawet zadzwonić do zrzędliwej matki, żeby wysłuchiwać jej durnych narzekań. Tylko od jednego nie uciekniesz- od daru jej kobiecości, którego owoce nosisz w sobie. Doceń to, nim będzie za późno.   
4

wtorek, 23 lutego 2016

Skąd pewność?







Pisałam kiedyś o mojej nieumiejętności podejmowania decyzji (klik). 
Są jednak takie sprawy, gdzie nikt za nas niczego nie rozstrzygnie; gdzie trzeba zakasać rękawy i samemu chwycić ster życia w swoje ręce. W ważnych kwestiach jedynym mądrym rozwiązaniem jest zdanie się na siebie i słuchanie swojego wewnętrznego głosu (nie wykluczam tu porad bliskich osób). Jednym podjęcie takiej ważnej decyzji zajmie dzień, innym tydzień, jeszcze innym miesiąc czy rok. Uważam jednak, że nie ma tu złotego środka. Nie czas poświęcony na analizowanie jest najważniejszy, a skutek.


Żeby podjąć słuszną dla siebie decyzję trzeba przede wszystkim wiedzieć, czego się chce. To jest proste, jak się o tym czyta, ale trudne w działaniu. Nie wiesz, czego chcesz, jeśli nie znasz siebie i nie uporządkowałeś w sobie swoich priorytetów. Bez tego nie wybierzesz trafnie tego czegoś, co ma dla Ciebie tak duże znaczenie.

Kiedy już przebrniesz przez ten krótki w moim tekście akapit a długi fragment swojej egzystencji, możesz się uspokoić. Słuchając siebie i idąc za swoimi wartościami odszukasz w sobie wszystkie narzędzia służące dokonaniu dobrego i uszczęśliwiającego wyboru. 

Gratuluję :)

Po czym poznasz, że wybrałeś właściwie? Pewności nikt Ci nie da, ale odnajdziesz spokój 
w swoim wnętrzu. Będziesz po prostu wyciszony i w pewien sposób zrelaksowany podjęciem decyzji. Da Ci ona nową siłę i chęć do działania. Wywoła uśmiech na twarzy i radość 
w serduchu. Będzie Cię motywować każdego dnia do robienia czegoś więcej, lepiej, skuteczniej. Wreszcie będziesz się chciał rozwijać i czerpać pełnymi garściami z tego, co wybrałeś. Ale uwaga- staniesz się też gotowy do dawania od siebie i to na skalę, o którą sam siebie nie podejrzewałeś. Odkryjesz bowiem w sobie zasoby, o których do tej pory nie miałeś pojęcia. Poczujesz, co znaczy być spełnionym, szczęśliwym; jak smakuje realizacja siebie 
i radowanie przy tym innych. Będziesz chciał więcej i więcej z tego stanu. Poranki zaczną się od: "Przede mną kolejne możliwości", a nie od: "Znowu to samo..." Spotkasz się 
z aprobatą, a nawet uznaniem otoczenia. I będzie Ci się chciało angażować w Twój wybór na maxa, bez względu na okoliczności.

Masz to? ;) Nie obawiaj się decyzji. Ich konsekwencje mogą być naprawdę piękne i budujące! Odwagi!
0

wtorek, 16 lutego 2016

Tylko dla kobiet!



Marzysz o powalającej z nóg karierze. Godzinami rozmyślasz o pracy, która da Ci spełnienie potrzeb, pragnień i wygórowaną niezależność finansową. Rozwijasz się nieustannie. Śledzisz najnowsze trendy branżowe, podążasz za tematycznymi nowinkami. Szkolenie za szkoleniem to dla Ciebie standardowa codzienność. Tak jak nadgodziny i raz po raz raport pisany dodatkowo przy niedzielnej kawce.

Fajnie być Kimś. Czuć to spełnienie zawodowe. Mieć swoją ciężko wypracowaną niezależność. Cieszyć się uznaniem społecznym. Mieć w biznesie swoją stabilną, wysoką pozycję, nie tylko finansową. Pławić się w luksusach. 

Ekstra.

Ja też mam coś ekstra. Jestem Mamą. Jestem fajnym Kimś. Czuję to spełnienie. Mam swoją ciężko wypracowaną niezależność. Cieszę się miłością dziecka. Mam moją stabilną, rodzicielską pozycję, nie tylko finansową. Pławię się rosnącym Skarbem- każdym gestem, uśmiechem, słowem, krokiem, buziakiem...

Teraz jest na to czas (więcej o nim pisałam też tutaj ). Wiesz, on nie wraca. Z pracą zdążysz. 
I rozwiniesz w niej skrzydła tak, że nikt Cię nie powstrzyma przed wielkimi lotami w kierunku sławy/prestiżu/uznania/bogactwa (wybierz, co chcesz).  Dasz radę uzbierać na wypasione wakacje pod palmami, mega furę czy chatę z dziesięcioma sypialniami. Jeśli czegoś NAPRAWDĘ pragniesz, to jesteś w stanie to osiągnąć.

Tylko pomyśl sobie, kiedy będzie dla Ciebie właściwy moment na zarzucone na szyję rączki 
i usłyszane jedno słowo: "Mamo" ?


0

poniedziałek, 8 lutego 2016

Pomnożyć czas, który się dzieli?


Kiedy masz małe dziecko, czas zaczyna dla Ciebie płynąć zupełnie inaczej. Póki Weroniki nie było na świecie, w mojej głowie dobrze zakorzeniła się teoria, że wystarczy umieć racjonalnie zarządzać sobą 
i tym, co się ma zaplanowane, aby wykorzystać dzień w 100%. Nic 
z tych rzeczy! Bobas w mgnieniu oka wywrócił wszystko do góry nogami.

Po powrocie ze szpitala nie miałam dla siebie zbyt wiele wolnego czasu. Ot, tyle, żeby pobyć chwil parę sam na sam ze swoim mętlikiem myśli 
w łazience. W życiu nie przypuszczałam, że będę tak długo dochodzić do pełni sił po porodzie! A że nie będę mogła siedzieć?- taka opcja nie wchodziła w grę dotąd, aż stała się smutną rzeczywistością. Wszystko na szczęście mija, a mija tym szybciej, im mniej o tym myślimy. Złe samopoczucie zostało zastąpione opieką nad maleństwem. Kruszynka daje mnóstwo radości- nieproporcjonalnie więcej do czasu, jaki się jej poświęca ;) A czas wypełnia sobą skrzętnie. Oczywiście, wiem, każde dziecko jest inne; nie każde wymaga tyle uwagi i zaangażowania. Owszem. Nikt mi jednak nie powie, że odkąd został szczęśliwym rodzicem, może zarządzać swoim czasem jak to było do tej pory.

Nie czuję się jednak "pozbawiona wolności", mając dziecko. Czuję się szczęśliwą mamą. Z radością i niecierpliwością czekam nawet na kolejne, a coraz większy brzuszek przypomina mi, że ta chwila się zbliża. Czy się obawiam?- raczej nie. Mam świadomość, że będzie ciężko, ale dostaję też wsparcie od najbliższych. Tylko czasu nikt mi nie ofiaruje więcej. Dlatego każdą minutę z niemowlakiem lub tuż obok niego wykorzystuję, jak mogę najlepiej. Bo Ten Czas nigdy nie wróci. A na inne sprawy zawsze jeszcze będzie odpowiednia pora.

0

wtorek, 19 stycznia 2016

Post nr 0 ;)





Ot, najzwyczajniej w świecie wstawiam sobie zdjęcie mojej Córeczki, bo ono powoduje, że buzia się sama uśmiecha :)
0
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.