Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 maja 2016

Może mówię sobie: "Dość!" ?






Zaciskam pięści. Nie z gniewu, nie ze złości czy spięcia. Nie w gotowości do pobicia. Nie podczas pobierania krwi.

Zaciskam pięści, bo w dłoniach chcę zatrzymać to, czego boję się wypuścić i stracić: moje zaklęte w ciszy słowa, przekonania, wartości...

Lęk. Znowu on. Łazi tuż za mną nierozerwalnie, a kiedy tylko mu na to pozwolę, wskakuje na plecy, chwyta za szyję i dusi. Tak jak teraz.

Czy umiem z nim żyć? Czy jestem w stanie stworzyć mu przestrzeń w mojej codzienności? Czy potrafię go oswoić na tyle, żeby nie usidlał, a raczej łagodnie oplatał swoimi mackami moją szyję?

I dlaczego patrzę na moje zaklęte w ciszy słowa, przekonania, wartości tylko z jednej perspektywy? Może nadchodzi jednak teraz czas na kolejny powiew świeżości?...
Też to czujesz? 
0

środa, 11 maja 2016

Poczucie misji.





Pewno większość z nas dochodzi do takiego momentu w życiu, kiedy zaczyna zastanawiać się, co tu właściwie robi i gdzie tkwi sens tego wszystkiego. Czyli chce odkryć i pochyla się w stronę swojego egzystencjalnego przeznaczenia.

Przeznaczenie to można śmiało nazwać Życiową Misją. 

Słowo "Misja" od razu nasuwa na myśl skojarzenia związane ze służeniem i oddaniem innym ludziom, ale też z wykonywaniem czegoś z zapałem, entuzjazmem i dużym zaangażowaniem, licząc na wyraźne efekty. Wikipedia mówi, że misja to po prostu zadanie do spełnienia. Jednak historia języka doszukuje się w tym haśle bogatszych znaczeń. Dwa główne synonimy tego określenia to bowiem "posłannictwo" i "powołanie". A te z kolei nieodłącznie kojarzą się 
z faktem, że musi istnieć Ktoś, kto nas "posyła" i "powołuje". Tak więc nasuwa się tu prosty wniosek: oddać się misji można jedynie odczytując ją jako przeznaczenie przez siłę wyższą do pełnienia jakiejś roli.

Misja odsyła do Boga. I do zajrzenia w głąb siebie. Dążenie do celu życiowego, by swoją egzystencję wypełnić entuzjazmem, ma podłoże greckie. "En theos" tłumaczy się jako "Bóg 
w nas". 

Odnalezienie Boga w sobie pomaga odkryć sens bycia tu i teraz na ziemi? 

A czym lub kim jest Bóg w nas? Moja wiara nie opowiada się za czynieniem Boga z siebie, choć rzeczywistość mocno na to naciska. Chrześcijaństwo mówi raczej o przyjęciu Stwórcy do swojego serca z całą Jego Boską doskonałością- poprzez sakramenty- oraz odnalezienie Go 
w drugim człowieku. Bóg w nas... dla mnie osobiście to również spokój ducha, osiągnięty nie poprzez popularną dziś jogę czy medytację, ale modlitwę i uważność.

Życiowa Misja nierozerwalnie kieruje mnie w stronę Boga, jakiekolwiek miałoby być moje zawodowe i prywatne zadanie na ziemi do wykonania. Mogę je bowiem właściwie odczytać jedynie poprzez pryzmat Boskiej interwencji w moje Ja i wyznaczając swój własny system wartości.

Jeśli chcesz zgłębić mocniej ten temat, odsyłam oczywiście do Biblii, ale też książki "Jakiego koloru jest twój spadochron?" R.N. Bolles, która zainspirowała mnie do wszystkich tych przemyśleń. Potem podziel się swoimi spostrzeżeniami- czym jest dla Ciebie Misja?
0

sobota, 30 kwietnia 2016

Odpowiedzialność. I kropka.







W każdej pracy spotykamy się z tematem odpowiedzialności. Naprawdę nie jest możliwe uniknięcie go!


A ja coraz częściej odnoszę wrażenie, że ludzie z bliskiego mi otoczenia uciekają przed pracą czy obowiązkami, bo -jak twierdzą- nie radzą sobie z poczuciem odpowiedzialności za wykonanie ich. Rzucają wszystko z dnia na dzień, licząc, że zostaną samoistnie "złowieni" przez zajęcie wymagające mniej przezorności i uwagi.

Ciekawi mnie, dlaczego tak jest. Czemu ucieczka przed odpowiedzialnością tak bardzo kusi 
i zwycięsko łowi swoich zwolenników?

Rozumiem, że można nie znosić krytyki innych na temat wykonanych przez nas zadań.

Rozumiem, że można chcieć przedłużyć sobie beztroskie dzieciństwo, w którym otrzymało się mało budujące wzorce brania na siebie dojrzałych konsekwencji.

Rozumiem, że można nie rozumieć sensu odpowiedzialności. Zwykle na jej całokształt pracuje jednak zespół ludzi, nie jesteśmy sami.

Rozumiem, że można czuć się przytłoczonym ciągłym działaniem pod presją i w napięciu.

Rozumiem, że można nieszczęśliwie ponosić ten rodzaj odpowiedzialności, który nam nie służy. Nie lubisz pracować ze sprzętem, a stoisz przed zadaniem naprawy kosiarki? Oj, chyba nie będzie Ci lekko wprowadzić ją w bezpieczne użytkowanie...

Rozumiem, że można obawiać się prawnych konsekwencji popełnienia poważnych zawodowych błędów.

Rozumiem, że można zrezygnować, gdy wygrywa strach.

Rozumiem, że życie bywa skomplikowane.

Odpowiedzialność jednak jest wszędzie. Żeby ją polubić pewno wiele jeszcze czynników trzeba będzie zrozumieć, czyż nie?
0

środa, 27 kwietnia 2016

Wolność? Kocham i rozumiem!







Uwielbiam ten sposób na życie- wolny i niezależny. Nieograniczony przez nikogo. Swobodny. Zmienny, a nawet mocno dynamiczny. Taki, na jaki mam ochotę.

Wolność mnie kierunkuje. Daje mi przestrzeń do życia, pole do działania, możliwość wyrażania swojej kobiecości. Lekkość i świeżość.

Wybieram sama, jak żyję i działam. Nic mnie nie ogranicza, a jedynie wyznacza pewien trend. Bliscy są motywacją do wskoczenia na właściwe tory i wybrania pewnych zachowań, które umożliwią i ułatwią wspólne funkcjonowanie. 

Mimo powiększającej się rodziny jestem wolna.

Mimo piętrzących się obowiązków jestem wolna.

Mimo oczekiwań innych wobec mnie jestem wolna.

Mimo przyjętych zasad- a nawet w imię ich- jestem wolna.

Mimo reguł moralnych i etycznych jestem wolna.

A Ty- wolność kochasz i rozumiesz?
0

wtorek, 26 kwietnia 2016

Krótko, zwięźle i na temat... celów.









Bardziej lub mniej sprecyzowane, ale jednak swoje własne, ma w życiu każdy. Mam na myśli oczywiście cele. Niektórzy może się ich wypierają lub nie zauważają, albo niespiesznie dążą do ich realizacji. Cele jednak są i ukierunkowują nasze codzienne wysiłki.

Dzięki celom możemy właściwie odczytać swoje wartości. Dążenie do spełnienia ujawnia, czym po drodze się kierujemy. Osiąganie celów bez kroczenia drogą wartości prowadzi do ośmieszenia i zatracenia sensu; życia w sprzeczności ze sobą.

Dla ułatwienia sobie osiągnięcia sukcesu można wyznaczyć cele krótko- i długoterminowe. Metoda małych kroków i stopniowego zbliżania się do satysfakcji nadaje naszym wysiłkom odpowiedniego tempa.

Uwaga- cele bywają niebezpieczne: da się je osiągnąć! Warto więc dokładnie przemyśleć, do czego dążymy ;)
0

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jedno wydarzenie, szereg następstw.






To, co robimy, wpływa na innych znacznie mocniej, niż nam się wydaje. Słowo, gest, sytuacja pozostawiają ślad, który nie znika prędko. W świetle tych słów jaką dopiero moc mają decyzje władców czy rządzących! Niosą z sobą odpowiedzialność za dobro całego narodu, zapisują się na kartach historii, tworzą tożsamość.

Chrzest. 1050 lat temu. Decyzja Mieszka I, konsekwencje dla całego narodu. 
Co to wydarzenie mogło znaczyć dla Piasta? Rewolucja. Umiejscowienie i z czasem umocnienie pozycji naszego kraju w kręgu państw kultury chrześcijańskiej, rozwój, nowe wierzenia 
i zwyczaje, przyjęcie tradycji rodzinnej z domu żony, innowacyjna perspektywa na przyszłość.

Ile chrzest Polski znaczy dla nas po tych 1050 latach? Dla mnie dużo. Żyję jego obyczajowością i normami, które nierozerwalnie się z nim łączą. Nie wyobrażam sobie siebie bez kościoła, do którego przynależę. Wierzę w to, co wyznaję i chcę te wartości przekazać swoim dzieciom. Mój dom jest domem chrześcijańskim, zakorzenionym w kulturze zapoczątkowanej przez Mieszka I. Jestem dumna z tego dzieła.

Dzięki przyjęciu przez nasz naród obecnej wiary, żyję w takim, 
a nie innym państwie; o takich, a nie innych zasadach. Choć jest tu wiele do zmiany i ciągle mam wrażenie, że jako obywatele nie godzimy się do końca z ustawami czy decyzjami rządzących, to jednak w kraju panuje względny spokój i określony ład. Chrzest nadał nam tożsamość narodową i określił kierunek, w którym podążamy.

Historia głosi, że Mieszko I był przez kilka pierwszych lat życia niewidomy, potem w cudowny sposób uzyskał wzrok. Przyjęcie przez Polskę nowej wiary za jego panowania określa się nieraz jako symboliczne wyjście narodu ze ślepoty. Wiedzieliście o tym?
0

czwartek, 7 kwietnia 2016

Nowe- a może odświeżone stare?





Ostatnio wiele moich myśli krąży wokół tematu przeprowadzki i zmian w życiu. Postanowiłam głębiej przyjrzeć się temu, co zaprząta dość mocno moją głowę.

Zmiany. Są, uważam, nieodzowne i potrzebne niczym tlen. Dzięki nim dzieje się coś nowego, przychodzi powiew świeżości. To jak uchylenie okna po burzy. Pomagają nam wzrastać, poznawać siebie, rozwijać się. Osobiście- ekscytują mnie. Nie wyobrażam sobie życia bez zmian! Uwielbiam ten dreszczyk emocji, związany z końcem czegoś starego i początkiem nowego. Wyobrażenia, ustalenia, snucie planów... Czuję, że to, co nadchodzi, śmiało wnosi ze sobą odkrywczość i przebojowość. Chłonę to całą sobą bardzo, bardzo!
 
Przeprowadzki. Porządki. Układanie
Może w jakiś sposób ciężko jest finalizować coś, co było dobre. To, co pozytywnie zapisało się 
w pamięci, ma ochotę zawsze tam być, odkopywane wciąż z jednakowym entuzjazmem i werwą. Ale właśnie- być w pamięci, nie trwać nieustannie w życiu. Trzeba sobie układać wartości, sprawy, ludzi, myśli, relacje, wydarzenia, nawet nawyki- ale od czasu do czasu odświeżać je i zmieniać. Systematyzować. Nadawać im nowatorskie znaczenia, układać w przeróżne konfiguracje. Niektóre trzeba też po prostu dobrze zbadać i być może wyrzucić, zastąpić lepszą, progresywną wersją. Przeprowadzki temu sprzyjają. Są świetną okazją na wgląd w swoje życie- nie tylko to domowe, rzeczowe i sprawunkowe, ale i rodzinne, a przede wszystkim- własne, schowane w głębi mnie.  

W tym tygodniu porządkuję, układam, przeprowadzam, zmieniam- a Wy? ;)


0

wtorek, 5 kwietnia 2016

Między nami mamami.





Czasem nachodzą mnie takie myśli, że z dzieckiem wcale nie jest łatwo. Pojawiają się nowe wyzwania i sytuacje, których nigdy wcześniej nie doświadczałam. Nieraz mam też wrażenie, że piętrzą się przede mną wyzwania, a trudno jest mi im sprostać. Co więcej-  kolejny bobas 
w drodze- i jak to wszystko pogodzić, żeby nie zwariować?

W chwilach natłoku takich myśli staram się:
1. zmienić perspektywę- spojrzeć na moją sytuację i swego rodzaju problem w inny sposób. Nabrać dystansu. Wymyślić inny bieg zdarzeń dla tego, co się aktualnie dzieje.
2. skupić się na tym, co najważniejsze- a przecież obecnie pępkiem mojego świata jest ten kochany maluszek! Dla bobasa staram się o wszystko, co najlepsze.
3. zagłębić w to, co aktualnie przeżywam- pozwalam sobie poczuć przychodzące emocje 
i przeżyć wszystkie związane z nimi stany. Nawet kiedy boli i jest trudno, to jest "to moje", co odczuwam i chcę tym żyć- chcę żyć moją pełnią życia.
4. odpoczywać- daję sobie chwilę na wytchnienie (o ile ma się kto w tym czasie zająć dzieckiem).
5. słuchać muzyki- nie żeby zagłuszyć myśli, ale żeby mózg popracował trochę też na innych falach ;)
6. wyjść na spacer- może inna mama z wózkiem ma podobne doświadczenia? A wspólne przegadanie sprawy baaaaaardzo pomaga.
7. poćwiczyć- endorfiny, przybywajcie! Choć daleko mi do dobrej formy ;P
8. poczytać- książka dobra na wszystko.

Mamuśki, a jakie są Wasze sprawdzone metody na myślowy maminy mętlik w głowie? Śmiało dodajcie coś do mojej listy! :)
0

środa, 30 marca 2016

Gdy mi siebie zabraknie.





Ostatnio byłam na swoim pogrzebie. Zahaczyłam o niego nie przez przypadek- wizyta była zaplanowana i zdecydowanie zamierzona. Wyobrażona. I w konkretnym celu.

Pogoda dopisywała. Lekko wiosennie przygrzewało słonko. Ogólnie dzień ciepły, naznaczony delikatnymi podmuchami wiatru. Wszystko wokół już się zieleniło, widać było pierwsze kwiaty (u mnie w rodzinie dużo opisów poświęca się aurze; na własnym pogrzebie chcę pozostać wierna rodzinnej tradycji).

Byli najbliżsi i znajomi. Widziałam twarze niektórych z bliska, innych sylwetki mignęły mi gdzieś bardziej w oddali. Ale wiem, że ich nie zabrakło. Nastrój panował pogrzebowy. Kilka osób ukryło oczy za okularami- choć słońce wcale mocno nie raziło.

Najmocniej poruszyły mnie przemowy. Pozostawię dla siebie, kto i o czym rozprawiał. Poruszono jednak ważne dziedziny mojego żegnanego życia- to, co odgrywało w nim rolę. Uśmiechałam się, dumając nad tym, co było. Czułam się spokojna i spełniona. Pozwoliłam słońcu muskać moją twarz. Kiwnęłam nawet ręką do kogoś, ale chyba mnie nie zauważył. Zamyślił się pewno nad ulatującym życiem...

Wróciłam do siebie z żalem- że coś już zakończone- ale i korzyścią. 
To, o czym mówiono, to były moje życiowe wartości, poukładane i nadające kierunek. Ty też możesz  usłyszeć o swoich, gdy świat Cię będzie żegnał. Chcesz? 


0

czwartek, 24 marca 2016

Bądź tylko sobą!







Być sobą, nikim innym. Odkryć swój potencjał. Cieszyć się swoimi zaletami. Zaakceptować wady. Chcieć się rozwijać. Doceniać swoje osiągnięcia. Sięgać po marzenia. Wychodzić naprzeciw możliwościom.

Dużo się ostatnio o tym słyszy. Zewsząd dochodzą głosy promujące bycie kimś wyjątkowym, czyli właśnie sobą. 
"Bądź sobą, bo wszyscy inni już są zajęci."
"Be original. Be yourself." 
"Ty bądź sobą, nie bądź nikim innym, bo będziesz nikim." 
"Jeden egzemplarz tego rodzaju wystarczy." 
"Jeśli jesteś sobą nie masz konkurencji."
Cytaty na temat unikalności płynącej z bycia sobą można przytaczać niemalże 
w nieskończoność. Bardzo to motywujące i zachęcające do ...bycia właśnie sobą. Tylko co tak rzeczywiście sami dla siebie robimy z tego rodzaju hasłami? Ja przez długi czas lubiłam je czytać i utwierdzać się w poczuciu, że przecież sobą jestem. W końcu jednak zadałam sobie trud poszukania odpowiedzi na pytanie: "Sobą- czyli naprawdę kim?"

No i właśnie- kim jesteś? Jakie masz wartości i potrzeby? Co kieruje Twoimi wyborami? W czym jesteś dobry? Jakie masz słabości? Z czego nigdy w życiu nie zrezygnowałbyś a na co z kolei mógłbyś zacząć poświęcać więcej czasu? Co lubisz? Do czego dążysz? Odpowiedzi na te pytania okażą się być może zaskakujące, ale taki jesteś naprawdę. Zaskakujący i fascynujący, kiedy jesteś sobą.
0

poniedziałek, 21 marca 2016

Drogi Ty!






Dziś piszę do Ciebie list. Chcę być przy Tobie w Twoim smutku. Chcę dźwigać razem z Tobą Twoje niespełnienie.

Jakiś czas temu zauroczyłeś się Tym Kimś. Oj tak...  Przyszło to na Ciebie jak grom z jasnego nieba! Racjonalnie nie byłeś w stanie stwierdzić, co się z Tobą dzieje, a czułeś, że ciało i myśli dryfowały gdzieś kilka metrów nad ziemią. 
Doświadczałeś tego całym sobą! Było jak? Fe- no- me- nal- nie!

Tylko nie na dłuższą metę. 
Gdy podejmowałeś tę jedyną decyzję na całe życie- być z Tym Kimś-  czy osadziłeś się wtedy mocno w teraźniejszości i twardo stąpałeś po bezpiecznym, nie tylko asfaltowym gruncie?

Ano właśnie...

Dlaczego Cię teraz o to pytam? 
Bo konsekwencje (dzieci, dom, rodzina, rachunki... codzienne życie).

Uważasz, że przed ślubem było inaczej. Że obietnice, marzenia, pomysły, romantyczne wieczory, szalone wypady, namiętne pocałunki... Przecież ciągle była z Tobą ta sama osoba, Twój Ktoś! Może nie odebrałeś sygnałów od niej. Nie wyczułeś, o co jej tak naprawdę chodzi. Nie zrozumiałeś, jaka może za tym kryć się przyszłość. A teraz ... klops.

Jesteś tu, gdzie jesteś. Przed granicą swojej wytrzymałości. Masz problem, który niczym olbrzymi głaz tarasuje Ci drogę naprzód. Nie widzisz możliwości pozbycia się go. Tupiesz ze złości nogą. Nie kryjesz swojej bezradności, rozgoryczenia, zawiedzenia, rozczarowania, nawet upokorzenia. Jest Ci niesamowicie ciężko. Sięgasz po leki. Masz dość; ewidentnie dość!

Zatrzymaj się na chwilę w swoim szalonym pędzie wymówek i niespełnienia. 
Nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji. 
Spójrz na ten swój głaz. Przyjrzyj mu się. Oswój go, obejdź dookoła. Czy z każdej strony wygląda tak samo? Da się go dotknąć? Jaki jest; jaka jest jego faktura? Czy rzeczywiście jest taki obcy, daleki i zimny, za jakiego go uważasz? Czy nie jest czasem jednak trochę...Twój? Może wcale nie jest taki ciężki? Może... po prostu dasz radę go podnieść i ponieść? Może... to jednak kamień nie głaz? Może... kamyczek?

Daj mu szansę, proszę Cię o to.

Twój ból.




0

piątek, 18 marca 2016

Bądź świadomy swej wartości, niech ktoś inny Ci zazdrości.




Zaczynam słowami z dziecięcej piosenki. Odnoszę jednak wrażenie, że przede wszystkim dedykowane są one mamom- niejednokrotnie zagubionym w gąszczu codziennych zmagań 
z rzeczywistością.








Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak ubogacającym przedsięwzięciem jest uporządkowanie własnych wartości? Doświadczyliście tego procesu?

Niby takie nic. Zapisujesz spontanicznie to, co dla Ciebie jest najważniejsze. Potem czytasz oraz dodajesz jeszcze to i owo. Oczywiście z różnych dziedzin: życie osobiste, zawodowe, rodzinne. I otrzymujesz listę punktów, na których opierasz swoją egzystencję. Ile czasu poświęcasz na te najważniejsze z nich? Jak to się ma do Twoich przekonań i wyobrażeń?

Niby takie nic. Dowiedziałam się jednak o sobie nowości i ...wyszło szydło z worka. Czasem to, co dla nas stanowi największą wartość, znika gdzieś w natłoku codziennych zadań. A nie tak miało być...

Z listy swoich wartości budujesz swoją własną wartość- człowieka wartości pełnego ;) I właśnie, niech inni zazdroszczą, bo to odkrywczy proces.
0

czwartek, 10 marca 2016

Co się dzieje w Twojej głowie?







Kociokwik myśli. Nieustannie goniące się idee. Rozważania od przebudzenia aż do zaśnięcia. Niczym nie dające się wyciszyć zamysły. Ciągle coś i coś... Jak tu normalnie funkcjonować przy takim natłoku "gadających" informacji?

Naukowcy nie od dziś chcą nam w tym pomóc. Pochylają się nad uważnym przeżywaniem tego, co doświadczamy. Mindfulness, bo o tym mowa, pomaga nam w skupieniu się nad tu 
i teraz, i głębszym doznaniu tego, co akurat dzieje się wokół nas, i z nami. Nie jest to forma medytacji, ani modlitwy, choć niektórym może wydawać się bardzo do niej zbliżona. Należy ją- uważność- traktować jako skupienie się na sobie. Jak czuję swoje ciało? Jak oddycham? Jakich emocji doświadczam? Co czuję, w związku z myślą, akurat przechodzącą przez moją głowę? 

Wbrew pozorom doświadczenie tych wszystkich "Jak" rodzi pewną trudność. Zachęcam jednak do spróbowania tego rodzaju poczucia siebie; do otworzenia się na nowe doznania. Uważne przeżywanie tego, co daje nam los, jest drogą do lepszego poznania siebie, empatii i trwalszych relacji z innymi.

I na koniec do przemyślenia słowa psychoterapeuty Pawła Holasa: "Im bardziej mieszkamy 
w swoich myślach, tym bardziej one nami miotają. Uważność uczy nas tego, jak być 
w bardziej otwarty i akceptujący sposób z tym, co się w nas dzieje- myślami, uczuciami, doznaniami w ciele. To uzdrawia i pozwala bardziej cieszyć się życiem."
0

sobota, 5 marca 2016

Wyobrażone = doznane.









Zbyt często się martwimy. Nasze myśli wymykają się spod naszej kontroli, jakby puszczone samopas i niestety nie pozostaje to dla nas bez poważnych skutków. Pozwalamy złym koncepcjom panoszyć się w naszej głowie i nierzadko siać spustoszenie. Po co to wszystko?

Badania potwierdzają, że umysł nie odróżnia tego, co się wydarzyło, od tego, co sobie zobrazuje. Kapitalizujmy zatem w sobie pozytywne, nie negatywne emocje! Niech przyświeca nam idea: przeżywam coś dobrego, cieszę się tym, za jakiś czas wracam do wspomnień, opowiadam o nich komuś lub sobie i przenoszę się raz jeszcze (i jeszcze raz, i jeszcze) w świat budujących odczuć.

To jedno z założeń psychologii pozytywnej. Proste ćwiczenie, a wnoszące świeżość i radość do codzienności. Chcesz się przekonać? ;)
0

piątek, 4 marca 2016

Femme fatale.







Mężczyzna wykorzystany tylko i wyłącznie do jej prywatnych celów. Pozbawiony swojego zdania, godności i testosteronu. Ona ma władzę. Ona manipuluje i intryguje. Ona- Izebel.

Kolejna bohaterka naszych biblijnych rozważań. Inteligentna, odważna, pomysłowa, zaradna lwica z pomalowanym pazurem. Uparcie wierząca w bożki do samego haniebnego końca. Ludzie wokół niej to pionki w grze, na szarym końcu gdzieś tam w tle z mężem. Liczą się rządy 
i poddaństwo ludu. Reszta to tylko złudne przesłanki losu, które i tak dają się ułożyć w historię napisaną jej ręką i podbitą królewską pieczęcią poślubionego w interesach politycznych Achaba.

Życie jednak upomina się o swoje. Bóg nierychliwy, a sprawiedliwy. Czeka i czeka na nawrócenie, upokorzenie się i umiejętne odkrycie swojej egzystencjalnej pozycji. Kiedy to nie następuje, spełnia swoje tragiczne proroctwa. Katastrofalnie w Starym Testamencie, niezgodnie z naszymi wyobrażeniami w XXI wieku (1 Krl 16;18;19;21; 2 Krl 9).

Każdy niestety może podzielić smutny los dumnej Izebel (tak na marginesie- kto daje swojemu dziecku na  imię "Sterta gnoju", ten w pewien sposób warunkuje już jego przyszłość). 

Nie na darmo więc tak często słyszymy: "Gdzie serce Twoje, tam skarb Twój". Chyba nie chcesz przechowywać swojego w kupie śmieci nieuporządkowanego, wyniosłego nad miarę życia?


0

wtorek, 1 marca 2016

Świnia porażka.







Po wielu nieprzespanych nocach,  rozmowach do późna z przyjaciółką, poradach najbliższych, testach psychologicznych, ocenie znajomych i Twoich własnych wnikliwych analizach podejmujesz wreszcie tą jedyną decyzję na całe życie. On/ona i nikt więcej. Amen.

Mija krótka w Twoim mniemaniu chwila od ślubu i Ten Ktoś okazuje się totalnym niewypałem. Zamiast Szczęścia i Cudu Życia świnia miał/-a czelność awansować do miana Twojej Życiowej Porażki!

STOP.
Czy na pewno warto nadawać mu/jej ten tytuł?

Przypomnij sobie Wasze wszystkie dobre chwile, zauroczenia, randki, wspólne odkrywanie siebie i razem świata, wycieczki, żarty, plany i nadzieje. Chcesz cały ten bogaty asortyment cudownych przecież momentów wrzucić do jednego wora cierpień, rozpaczy i nieudacznictwa? Nie żal Ci?

Oszukał/-a Cię? Cały czas Cię oszukiwał/-a? Od początku kogoś udawał/-a? Nie był/-a sobą? Chciał/-a Cię zmanipulować i mu/jej się udało? Sorry, ale pod wpływem emocji Was łączących byłoby mu/jej niezmiernie trudno tego dokonać. Trochę możesz sobie ulżyć- na tyle go/jej nie stać.

Spójrz z innej perspektywy. Za co dokładnie go/ją obwiniasz? W czym według Ciebie się nie realizuje? Co nie jest tak piękne, jak pierwotnie zapowiadało się być? Pomyśl nad tym.

Gdzie Ty jesteś w tej sytuacji? Stoisz z boku i krytycznie oceniasz czy działasz, chcąc, by Wasza relacja rozwijała się jak najlepiej?

Rozmawiacie o tym?

Czy w związku z tym tematem jesteś w stanie odszukać w sobie jakieś pozytywne uczucia do Twojej drugiej połówki? Spróbuj to w sobie wypielęgnować.

Czy dostrzegasz możliwość na drugą szansę dla Was?

A może jednak to nie porażka, tylko ... no właśnie, co?




0

poniedziałek, 29 lutego 2016

Zmiany w życiu dają siłę.






Z takim zdaniem spotkałam się na okładce jednego z popularniejszych magazynów. Jeśli to 100% prawda, to pomyślałam sobie, że jestem niesamowicie silną kobietą- tyle w moim życiu było już przeistoczeń ;)

Nie wiem tak naprawdę, co autor wypowiedzi miał na myśli. Nie zajrzałam do odpowiedniego artykułu, chcąc zostawić sobie zupełną dowolność interpretacji. Gdy zastanawiam się nad tym stwierdzeniem, to uważam, że zwykle przerabiane w życiu przeobrażenia rzeczywiście mogą być przyczyną wzrostu naszego samopoczucia, zadowolenia czy nawet przypływu chęci do działania. 

Przykłady na poparcie tezy aż się mnożą: zmień swój image- fryzurę, styl ubierania się i postaw na szeroki wachlarz usług kosmetycznych- od razu poczujesz się lepiej! Obudzi się w Tobie zadbane i dopieszczone JA, a to przecież bardzo miłe uczucie. :)

Spraw sobie coś ekskluzywnego do mieszkania- jakiś gadżet, o którym zawsze marzyłeś. Albo co tam- od razu remont, na który od tak dawna nie możesz się zdecydować i wykończenie wnętrza w stylu, który od lat chodzi Ci po głowie. Ale satysfakcja, co?

Zmiana pracy- oczywiście na taką, która spełnia Twoje oczekiwania! Awans na wyższe stanowisko lub otworzenie własnej firmy, zespół kolegów tworzący atmosferę wsparcia, o niebo lepsze zarobki, samorealizacja i ciągły rozwój- no komu nie dodałoby to skrzydeł?

Kupno domu, auta, ślub, dłuższy wyjazd, uporządkowanie piwnicy, zapisanie się na kurs japońskiego, przyrządzenie po raz pierwszy sushi, podjęcie wymarzonych studiów, wyśniony weekend z dziewczyną... wszystko to rzeczywiście uszczęśliwia! Czasem być może co prawda ciężko nam zrobić ten pierwszy krok w kierunku zmiany, zaplanować ją i ruszyć z kopyta- ale kiedy już się odważymy, efekty zwykle są budujące i dające siłę i chęci do podjęcia kolejnych wyzwań.

Co jednak ze zwrotami życia, których wcale byśmy nie oczekiwali? 
Odejście bliskiej osoby, przymusowa przeprowadzka w obce miejsce, konieczność podjęcia pracy na studiach ze względu na pustki w portfelu, przewlekła choroba w rodzinie, wypadek, utrata pracy, zawód miłosny, nieudane starania o potomstwo... Jak w takich sytuacjach znaleźć siłę; jak takie "niechciane" zmiany mogą nam ją dać? 

Myśleliście nad tym kiedyś? Bo mi się zdarzyło ;) Doszłam do wniosku, że najlepiej mieć na stałe swój stabilny punkt odniesienia- Wielką Ideę i Wartość Constans. W moim przypadku jest to wiara. Odczytuję wydarzenia i  sytuacje poprzez pryzmat prowadzenia ich przez Siłę Wyższą, jaką dla mnie jest Bóg. Nie wszystko muszę wtedy rozumieć- mam bowiem świadomość, że Ktoś czuwa nad tym za mnie i wie, że tak jest lepiej. A to daje możliwość przetrwania ciężkich chwil; daje siłę. Może ona też brać się ze wsparcia innych osób- opierania się na ich doświadczeniu, mądrości, albo po prostu byciu z nami. Pomaga też i przede wszystkim rozmowa- nie warto ukrywać tego, co boli i stwarza trudność. Słowa wypowiedziane mają tą wielką siłę, że nadają inne znaczenie myślom. Spróbuj, jeśli nie wierzysz! I obserwuj, jak wykrystalizuje się przy okazji Twój charakter ;)

A może masz inne sposoby na odnalezienie siły w chwilach trudnych zmian? Podziel się! Chętnie o tym przeczytam!
0

piątek, 26 lutego 2016

Czas na... wywczas!







Darzę bardzo dużą sympatią pewnego mężczyznę, którego osobiście nie znam (jeszcze). Nazywa się Jacek Walkiewicz. Polubiłam go szczególnie mocno po bliższym spotkaniu z jego dwoma książkami: "Pełna moc życia" i "Pełna moc możliwości". Nadchodzi weekend, trochę więcej wolnego czasu- jak nie masz innych naglących planów to zachęcam, sięgnij do którejś 
z tych pozycji. Lekturki miłe, lekkie i przyjemne, a przy tym dające do myślenia i motywujące. 

Więc sympatyczny i bardzo życiowy autor dzieli się w swoich książkach z czytelnikami  wieloma spostrzeżeniami, które w mojej opinii szczególnie trafnie oceniają szereg aspektów rzeczywistości. Ponad tym wszystkim króluje ostatnio jedno zdanie, które bardzo mocno we mnie pracuje. Mianowicie pan Jacek pisze: "Podróże kształcą... ludzi wykształconych". Przeczytaj to sobie jeszcze raz: "Podróże kształcą ludzi wykształconych". Po pierwszym zetknięciu się z tymi słowami pomyślałam- czego on chce ;P Ale dalej rozwija bardzo płynnie swoją myśl i podaje logiczne przykłady.

A ja teraz rozwinę moją myśl ;). Bardzo lubię podróżować. Każdą wyprawę odbieram jako możliwość poszerzenia swoich horyzontów i dowiedzenia się czegoś nowego, albo uporządkowania tego, co już wiem i "unaocznienia" sobie tego. I w ten właśnie sposób odpoczywam- podziwiając piękno i różnorodność otaczającego mnie świata. No ale przecież nie każdy musi mieć takie samo podejście do tematu. Niektórym wystarcza rozłożyć się na hotelowym leżaku z drinkiem z palemką i wrzucić potem foteczkę na swój profil na koncie społecznościowym. A po powrocie opowiadać o szalonej podróży na kraniec świata. Mnie zresztą czasami też tylko tego się chce- rzadko, bo rzadko, ale jednak ;) I czy któreś z tych zachowań jest lepsze lub gorsze? Każdy ma przecież swój sposób na życie, w tym spędzanie urlopu. Jeden potrzebuje aktywniejszej, drugi spokojniejszej formy ładowania swoich akumulatorów. I jak widać, różne preferencje mogą też wynikać z potrzeby chwili.

Jesteśmy teraz na etapie first minute- bukowania wyjazdów wakacyjnych. Może warto zastanowić się przez moment, czego tak naprawdę tym razem oczekujemy od wypoczynku. 
A jak to może być przy okazji połączone z wykształceniem i poziomem naszej świadomości?- to już pewna drobna zagadka, po której rozwiązanie odsyłam zainteresowanych do "Pełnych mocy..." ;)
0

czwartek, 25 lutego 2016

Magia bycia razem.




Jesteście dla siebie bardzo ważni. Długo na siebie czekaliście bądź nawet szukaliście się, zanim Wasze drogi się spotkały i połączyły w jedną. Zdecydowaliście się iść razem przez życie; dzielić 
z sobą radości i smutki. Połączyły Was zainteresowania, pasje, poczucie humoru, jednakowe spojrzenie na świat ale też finanse, rachunki, dzieci, cieknący kran, przypalony obiad i zbyt szybko pusty bak.

Jest wystarczająco dużo powodów, by w każdym związku wyjątkową i na swój sposób szaloną wspólną decyzję bycia ze sobą szanować i celebrować. To naprawdę istotne- pamiętać o sobie nawzajem. Można to robić na tysiąc sposobów. Można powtarzać tej drugiej osobie: "Kocham Cię!" wkoło i wkoło (bo to się nigdy nie nudzi), szykować śniadanie bądź kanapki do pracy, parzyć ulubioną kawę, umawiać się na romantyczne randki (choćby to miała być zwykła domowa kolacja ale przy świecach i odpowiednim nastroju), włączać niespodziewanie "Waszą" muzykę i porywać do tańca, zabrać drugą połówkę w miejsce, które ona szczególnie lubi, itp. itd. Drobnostki, ale podgrzewają temperaturę uczuć!

Chcę jeszcze podkreślić, jak ważne i budujące dla relacji jest pamiętanie o wspólnych wydarzeniach, datach, rocznicach. Świętowanie ich, chociażby w najskromniejszy sposób, scala i fundamentuje związek. Z okazji Waszej uroczystości kup jej wreszcie ten bukiecik kwiatów, zabierz ją do kina, a Ty przygotuj mu jego ulubiony obiad i zapomnij ten jeden raz, że skarpetki porozrzucał po pokoju. Niech to będzie wyjątkowy, pełen Waszej magii dzień.

A kto wie, może magia Waszej bliskości sprawi, że te nieznośne skarpetki nauczą się lądować wreszcie w koszu na brudną bieliznę? I może obiad nie będzie się już nagminnie przypalał? ;)
2

środa, 24 lutego 2016

Postaw na...




Dziś chcę podzielić się z Wami słowami, które jeszcze do niedawna wzbudzały we mnie niepokój i irytację: "W życiu nie można mieć wszystkiego". 

Wrrrrrr! Jak to nie można? Chcieć, to móc! Układasz odpowiednio swoje priorytety, nastawiasz zegarek na dłuższą dobę ( ;) ) i jazda. Tak, tak- tak uważa pewno też większość współcześnie goniących za nie wiadomo czym Czasodreptaczy bądź wciąż szukających potwierdzenia swojej wartości w opinii publicznej Emocjochłonów.

W życiu nie można mieć wszystkiego.

Lepiej mieć mało, a lepszej jakości.

Lepiej mieć raz na jakiś czas, a intensywniej.

Lepiej mieć odrobinę, a przeżytą do głębi.

Lepiej mieć z jedną najbliższą osobą niż z gronem przypadkowych.

Lepiej mieć tylko trochę, a tego, co stanowi prawdziwą wartość.

Długo, oj długo walczyłam z tym zdaniem. Teraz na szczęście rozumiem już, że w życiu wszystkiego mieć nie można. I że dlatego też życie jest piękne, pełne wyborów. A jak to jest 
u Was?

Więcej też tu.




0
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.