Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiara. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 maja 2016

Może mówię sobie: "Dość!" ?






Zaciskam pięści. Nie z gniewu, nie ze złości czy spięcia. Nie w gotowości do pobicia. Nie podczas pobierania krwi.

Zaciskam pięści, bo w dłoniach chcę zatrzymać to, czego boję się wypuścić i stracić: moje zaklęte w ciszy słowa, przekonania, wartości...

Lęk. Znowu on. Łazi tuż za mną nierozerwalnie, a kiedy tylko mu na to pozwolę, wskakuje na plecy, chwyta za szyję i dusi. Tak jak teraz.

Czy umiem z nim żyć? Czy jestem w stanie stworzyć mu przestrzeń w mojej codzienności? Czy potrafię go oswoić na tyle, żeby nie usidlał, a raczej łagodnie oplatał swoimi mackami moją szyję?

I dlaczego patrzę na moje zaklęte w ciszy słowa, przekonania, wartości tylko z jednej perspektywy? Może nadchodzi jednak teraz czas na kolejny powiew świeżości?...
Też to czujesz? 
0

środa, 11 maja 2016

Poczucie misji.





Pewno większość z nas dochodzi do takiego momentu w życiu, kiedy zaczyna zastanawiać się, co tu właściwie robi i gdzie tkwi sens tego wszystkiego. Czyli chce odkryć i pochyla się w stronę swojego egzystencjalnego przeznaczenia.

Przeznaczenie to można śmiało nazwać Życiową Misją. 

Słowo "Misja" od razu nasuwa na myśl skojarzenia związane ze służeniem i oddaniem innym ludziom, ale też z wykonywaniem czegoś z zapałem, entuzjazmem i dużym zaangażowaniem, licząc na wyraźne efekty. Wikipedia mówi, że misja to po prostu zadanie do spełnienia. Jednak historia języka doszukuje się w tym haśle bogatszych znaczeń. Dwa główne synonimy tego określenia to bowiem "posłannictwo" i "powołanie". A te z kolei nieodłącznie kojarzą się 
z faktem, że musi istnieć Ktoś, kto nas "posyła" i "powołuje". Tak więc nasuwa się tu prosty wniosek: oddać się misji można jedynie odczytując ją jako przeznaczenie przez siłę wyższą do pełnienia jakiejś roli.

Misja odsyła do Boga. I do zajrzenia w głąb siebie. Dążenie do celu życiowego, by swoją egzystencję wypełnić entuzjazmem, ma podłoże greckie. "En theos" tłumaczy się jako "Bóg 
w nas". 

Odnalezienie Boga w sobie pomaga odkryć sens bycia tu i teraz na ziemi? 

A czym lub kim jest Bóg w nas? Moja wiara nie opowiada się za czynieniem Boga z siebie, choć rzeczywistość mocno na to naciska. Chrześcijaństwo mówi raczej o przyjęciu Stwórcy do swojego serca z całą Jego Boską doskonałością- poprzez sakramenty- oraz odnalezienie Go 
w drugim człowieku. Bóg w nas... dla mnie osobiście to również spokój ducha, osiągnięty nie poprzez popularną dziś jogę czy medytację, ale modlitwę i uważność.

Życiowa Misja nierozerwalnie kieruje mnie w stronę Boga, jakiekolwiek miałoby być moje zawodowe i prywatne zadanie na ziemi do wykonania. Mogę je bowiem właściwie odczytać jedynie poprzez pryzmat Boskiej interwencji w moje Ja i wyznaczając swój własny system wartości.

Jeśli chcesz zgłębić mocniej ten temat, odsyłam oczywiście do Biblii, ale też książki "Jakiego koloru jest twój spadochron?" R.N. Bolles, która zainspirowała mnie do wszystkich tych przemyśleń. Potem podziel się swoimi spostrzeżeniami- czym jest dla Ciebie Misja?
0

wtorek, 10 maja 2016

Wyjątkowo... doceniam!





Od niedawna czuję, że w powietrzu unosi się ten wyjątkowy i, w swojej wyjątkowości powtarzalny co roku, klimat. Wszystko szybko i chętnie budzi się po zimie do wiosennego życia- i zaskakująco prędko gna w stronę lata. 

Maj jest cudownym miesiącem! Przyroda szaleje: bzy rozkwitają i roztaczają dookoła swoje zapachy, wszędzie aż roi się od barw roślin i owadzich dźwięków. Uwielbiam zatopić się 
w majowym krajobrazie i doceniać jego piękno w promieniach słonecznych!

Maj jest też dla mnie wyjątkowy z innego względu: obchodzimy wtedy zawrotną kumulację świąt i uroczystości rodzinnych. Tyle się dzieje! Oprócz bieżących wydarzeń rodzą się też wspomnienia minionych, wspólnych, cudownych chwil... Wraca szczególny nastrój; czasem kołatanie serca i drżenie rąk. Lubię celebrować takie chwile. One nadają głębsze znaczenie temu, co i tak istotne w moim życiu. Po moich reakcjach odczytuję, co jest dla mnie nadzwyczaj ważne i czemu poświęcam siebie i najbliższych.

Maj to również miesiąc Maryjny, czas Pierwszych Komunii Świętych, zbliżenia się do kościoła.

Kiedyś maj kojarzył mi się z dużą ilością zaliczeń i egzaminów. "Tuż przed maturą kwitły kasztany..."- a to chociaż urozmaicało monotonię nauki i pocieszało. 

Teraz wreszcie maj jest dla mnie przede wszystkim wyjątkowym docenieniem pewnej nagminności ;) 

A Wy który miesiąc i za co szczególnie wyróżniacie?
0

sobota, 30 kwietnia 2016

Imię przesądziło o losie.






Tamar- wyjątkowa kobieta. Kobieta, która jak palma daktylowa miała znosić więcej, niż dane było innym. Miała, niczym drzewo swoje owoce, wydawać na świat liczne potomstwo. Nie łamać się i tkwić mocno korzeniami w pustynnej ziemi. Przetrwać w niesprzyjających warunkach dzięki swojej urodzie i mądrości. Takie przesłanie kryło się w imieniu Tamar, kolejnej postaci biblijnej, której życie zgłębialiśmy.

Choć królewska córka, to jednak nie była traktowana wyjątkowo. U swojego ojca Dawida nie miała żadnych względów. Posłuszna, grzeczna, pokorna- mężczyźni lubią te cechy u kobiet 
i niestety nierzadko wykorzystują na swoją korzyść. Tak było z Amnonem. Posłuchał niewłaściwego doradcy i palące go pożądanie przekuł w chytry plan zdobycia przyrodniej siostry. Nie miał dobrych intencji. Mimo upomnień Tamar i jej rozsądnych wskazówek na możliwość zawarcia małżeństwa, nie cofnął ręki podniesionej na niewinną. Zadał gwałt nie tylko dziewczynie ale i wszystkim prawom, rządzącym ich izraelskim, królewskim domem. Otworzył wrota do spełniającej się przepowiedni proroka Natana i miecz Pański zaczął krwawo odmierzać starotestamentalną, boską karę. 

Tamar, na ówczesne czasy, przegrała swoje życie. Gwałciciel nie wykupił jej od ojca, wygnał na pastwę losu, pozwalając miłości pokryć się wzbierającą w sercu nienawiścią. Dziewczyna rozdarła swe szaty, lamentując przeraźliwie. Jej życie było skończone, nie tylko na kartach Pisma Świętego. Pozostała jedynie w pamięci brata Absaloma, który jej imię przekazał swojej córce, a siostrę krwawo pomścił.

Dlaczego kobiety w Biblii pozostawały niżej w hierarchii społecznej niż mężczyźni? Dlaczego nie miały wpływu na swój los? Dlaczego rodziny po dziś dzień są bardziej skomplikowane niż nam się wydaje? Dlaczego wielki władca, król Dawid, obojętnie przeszedł do codzienności nad losami swojej córki? Dlaczego?... Po niektóre odpowiedzi odsyłam do 2 Sm 13; inne przynosi życie.
0

piątek, 15 kwietnia 2016

List do B.






Witaj Królowo!

Ośmielam się do Ciebie pisać, choć dzielą nas tysiące lat i różnimy się pod wieloma względami. To jednak nic. Trochę Cię poznałam, Batszebo i wydajesz mi się bliska, więc jest  to dla mnie dostateczny powód, by zawiązać tą listowną relację. Nie masz co prawda pojęcia kim jestem, ale to w tej chwili nieistotne. Ważne jest teraz dla nas to, że dałaś nam Salomona. I oczarowałaś Dawida. I wzmocniłaś Izrael. I pokochałaś Boga.

Pozostaje dla mnie zagadką, co czułaś, odpowiadając na wezwanie króla do pałacu. Wiesz, odnoszę wrażenie, że jego pokusa względem Ciebie zrodziła się pod wpływem nastroju, wyjątkowości chwili, może nudy. Nie pojechał na wojnę z Ammonitami, kręcił się bezczynnie po pałacu, miał dużo czasu na rozmyślania i ... wypatrzył Ciebie. Czy Ty jednak wcześniej o nim myślałaś? Czy pragnęłaś go tak samo mocno jak on Ciebie? Może umyślnie kąpałaś się wtedy na tarasie tuż pod jego oknem? A może wręcz przeciwnie- zostałaś niespodziewanie złapana 
w pułapkę grzechu, a rozkazowi królewskiemu nie mogłaś odmówić? Nie wiem i pewno nie dowiem się nigdy. Zresztą prawda w tej sprawie musi pozostać zagadką, żebyśmy mogli teraz spojrzeć na związek Twój i Dawida też z innej perspektywy, nie tylko wykroczenia i kary.

Bo brzemię kary przygniotło Was oboje. Straciliście swojego ukochanego synka, nim w ogóle zdążył poznać uroki tego świata. Współczuję i przykro mi bardzo z tego powodu! Zrozumiałam jednak, że Bóg szykował dla Was lepszy i piękniejszy scenariusz. Dawid Cię pokochał. A to było wyróżnienie, otrzymać miłość od człowieka zaangażowanego w cały harem! 

Wiesz, dziś myślę, że jesteś wyjątkowa- nie tylko jako zjawiskowo piękna, ale i mądra kobieta. Odnalazłaś się na dworze królewskim, przetrwałaś ataki niesprzyjających Ci krytyków, nabrałaś odpowiednich manier i poznałaś tajniki władczych spisków. Przy tym wszystkim powiłaś mężowi synów. I szłaś wytrwale za radą proroka Natana, co było równoznaczne z poddaniem się woli Bożej.

Zaimponowałaś mi, zdobywając tron dla Salomona. Dzielna Ty! Miałaś wpływ na Dawida, a to świadczy, że jego serce należało nie tylko do Pana- do Ciebie również.

Bóg okazał Ci miłosierdzie- wybaczył grzech i pobłogosławił na wieki, dając Ci godne miejsce 
w rodowodzie Swego Syna. Pozostaję pełna podziwu dla tego, co stało się faktem.

Batszebo, Córko Przysięgi, żono i matko wielkich królów, pozdrawiam Cię serdecznie! Jako odpowiedź na mój list potraktuję naukę płynącą z Twojego życia: odwagę i ducha walki 
o godność, sprawiedliwość i szacunek. Dałaś przykład, co znaczy potęga i pokora, drzemiące 
w kobiecości. 

Dziękuję Ci!
0

czwartek, 14 kwietnia 2016

W (nie)bezpiecznej strefie.





Przygotowuję właśnie spotkanie dla studentów. Nadal krążymy wokół tematu kobiecości 
i żeńskich postaci biblijnych, głównie starotestamentalnych. Nasuwa mi się niepostrzeżenie refleksja na temat wyjątkowości losów wielu z nich. I również faktu, jak łatwo przenieść to, co działo się tysiące lat temu, do teraźniejszości. Czemu nie podzielić się z Wami tym "współczesnym" spostrzeżeniem? Zobaczcie, że wcale niedaleko nam do czasów przed Chrystusem!

Kobiety w starożytnym Izraelu zdane były na łaskę i opiekę mężczyzn. To od ich humorów 
i zaradności zależał kobiecy byt, szczęście, niejednokrotnie przetrwanie. Role pań ograniczały się zwykle do bycia żoną, matką, bądź dobrą siostrą i do pełnienia obowiązków z tym związanych. Kobiety dbały o gospodarstwo, dzieci oraz przekazywały rodzinie wartości tradycji, kultury i religii. Były paniami ogniska domowego- wzniecały oraz podtrzymywały płomień rodzinnej bliskości i zażyłej relacji. I tyle.

Na kartach Biblii opisane są jednak postaci, które znacznie, nawet z impetem, wyszły poza przyjęty schemat. Wcieliły się w nowe role. Zmieniły historię. Poprzestawiały fakty. Wzięły sprawy w swoje ręce. Pokazały, na co je stać. Zatroszczyły się o sprawy Boże. Wpłynęły nieodwracalnie na losy Izraela.

Dziś to się nazywa: "wyjść ze strefy komfortu". Tak, one to zrobiły! Nie miały bladego pojęcia 
o tej strefie, a ją przekraczały i to wielokrotnie. Wdawały się w intrygi, zwabiały mężczyzn, niepoprawnie flirtowały, grały w życiu sprawnie niczym w teatrze, pracowały ponad siły, kochały swoje teściowe, łączyły się we wspólnoty, zmieniały, planowały, działały.

I po tych wszystkich zmowach, i podstępach, i czasami nadludzkich wysiłkach niektóre z nich utkwiły na wieczność w rodowodzie samego Chrystusa! To jest dopiero tupet ;)

A nam dziś jak trudno przekroczyć nieraz tą magiczną strefę własnego komfortu... I stoimy 
w miejscu, czekając na nie wiem co- że przekroczy się sama? 

Tylko nasz własny osobisty wewnętrzny Izrael (Ja we wszystkich możliwych odsłonach) na zmiany wiecznie czekać nie będzie i możemy przegrać życie. A byłoby szkoda, czyż nie?
0

środa, 13 kwietnia 2016

Czekając na...







 Zastanawiam się, jak duża wartość kryje się w czekaniu. Bo to, że ona tam jest ukryta, jest dla mnie sprawą oczywistą.

Czekamy w życiu na wiele. Nieraz są to sprawy prozaiczne, błahe, a kiedy indziej znów urastające do rangi priorytetów czy sedna dnia, tygodnia, miesiąca, roku. 

Czekanie to taka forma tęsknoty. Czekam na kogoś, więc o nim myślę, a zatem w jakiś sposób tęsknię. Czekam na rozpoczęcie ważnego wydarzenia- tęsknię do przeżycia tego, co z nim związane. Czekam na zakończenie czegoś, bo tęsknię do tego, co ma być potem.

Czekanie to okazja. Okazja na przemyślenia i układanie. Oczekując na coś, jest mi podarowany czas na refleksję wokół tego tematu. Mogę pewną kwestię bardziej zgłębić, zanurzyć się w nią.

Czekanie to sprawdzanie siebie. Szczególnie mocno kojarzy mi się to z okresem narzeczeństwa. Czekam na ślub- przygotowuję się do niego, wykonuję szereg czynności związanych z np. załatwieniem sali, zespołu, fotografa, zaproszeniem gości, itd. Przy tym mierzę się z nowymi zadaniami i oceniam, jak sobie z tym radzę- zwłaszcza w duecie z wybraną drugą połówką. Poza tym wywiązuję się lub nie z pewnych wspólnych postanowień, które mamy w naszej relacji. To też- i przede wszystkim- sprawdzanie swojej silnej woli w okresie czekania na nierozerwalnie łączące "Tak".

Czekanie  to wątpliwości. Czy to, czego wypatruję, jest słuszne, zgodne z moimi wartościami? Czy ma sens? Czy mi się spodoba? Czy rzeczywiście jest dla mnie? Czy warto w to inwestować siebie, czas, wysiłek, energię, pieniądze? Czy...?

Czekanie to nadzieja- na coś nowego, lepszego lub nieznanego i napawającego lękiem 
(np. w przypadku chronicznej choroby). W każdej jednak sytuacji pojawia się to światełko nadziei- czekam i ufam.

Czekanie to niecodzienne obowiązki. Gdy przed nami nowe wyzwanie, pojawiają się też nie wykonywane dotychczas czynności, którym trzeba podołać. Czekam i ...działam. 

Ja teraz czekam na początek kolejnego etapu w życiu. Czuję to wszystko o czym pisałam. 
A może nawet więcej? Bo czym jeszcze wg Was czekanie może być?
2

wtorek, 12 kwietnia 2016

Jedno wydarzenie, szereg następstw.






To, co robimy, wpływa na innych znacznie mocniej, niż nam się wydaje. Słowo, gest, sytuacja pozostawiają ślad, który nie znika prędko. W świetle tych słów jaką dopiero moc mają decyzje władców czy rządzących! Niosą z sobą odpowiedzialność za dobro całego narodu, zapisują się na kartach historii, tworzą tożsamość.

Chrzest. 1050 lat temu. Decyzja Mieszka I, konsekwencje dla całego narodu. 
Co to wydarzenie mogło znaczyć dla Piasta? Rewolucja. Umiejscowienie i z czasem umocnienie pozycji naszego kraju w kręgu państw kultury chrześcijańskiej, rozwój, nowe wierzenia 
i zwyczaje, przyjęcie tradycji rodzinnej z domu żony, innowacyjna perspektywa na przyszłość.

Ile chrzest Polski znaczy dla nas po tych 1050 latach? Dla mnie dużo. Żyję jego obyczajowością i normami, które nierozerwalnie się z nim łączą. Nie wyobrażam sobie siebie bez kościoła, do którego przynależę. Wierzę w to, co wyznaję i chcę te wartości przekazać swoim dzieciom. Mój dom jest domem chrześcijańskim, zakorzenionym w kulturze zapoczątkowanej przez Mieszka I. Jestem dumna z tego dzieła.

Dzięki przyjęciu przez nasz naród obecnej wiary, żyję w takim, 
a nie innym państwie; o takich, a nie innych zasadach. Choć jest tu wiele do zmiany i ciągle mam wrażenie, że jako obywatele nie godzimy się do końca z ustawami czy decyzjami rządzących, to jednak w kraju panuje względny spokój i określony ład. Chrzest nadał nam tożsamość narodową i określił kierunek, w którym podążamy.

Historia głosi, że Mieszko I był przez kilka pierwszych lat życia niewidomy, potem w cudowny sposób uzyskał wzrok. Przyjęcie przez Polskę nowej wiary za jego panowania określa się nieraz jako symboliczne wyjście narodu ze ślepoty. Wiedzieliście o tym?
0

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Kiedy kobieta może przestać kochać?






Jej serce należało tylko do jednego i tylko jeden ją miłował, choć mowa o dwóch różnych mężczyznach. 
  
Mikal- pierwsza żona króla Dawida. Pełna niepokoju i wątpliwości postać. Choć jej imię można śmiało przetłumaczyć: "Kto jest jak Bóg?", to do wiary i zaufania Najwyższemu wiele jej niestety brakowało. W moim odczuciu kobieta duchowo biedna i życiowo niespełniona. Traktowana jako karta przetargowa w politycznych rozgrywkach ojca i męża. Pozbawiona nawet prawa do szczęścia. Rzucana w objęcia mężczyzn niczym wojenne trofeum. Rozgoryczona, miotana między domem Saula, Dawida i Paltiela. 

Kochała pogromcę Goliata. Jemu oddała całą siebie i dla niego ryzykowała życie, okłamując ojca. Ślub z Dawidem był jej spełnionym marzeniem. Marzeniem, które jednak otworzyło jej drogę do królewskiego łoża, nie serca. Nie znalazła miłości  przy boku wielkiego psalmisty. Poznała jedynie gorzki smak intryg i palące uczucie zazdrości. Gdyby przyjęła izraelskiego Boga, mogłaby znaleźć ocalenie. Jednak żal, tłumiony przez lata i grzechy, zatruwające wnętrze, zasłoniły szczelnie jej oczy. Mikal, wpatrzona w Dawida jak w obrazek, nie zniosła jego uniżenia względem Pana. W gniewie cisnęła w męża słowami jak z procy, zapominając, kto tak naprawdę swego czasu celnie posługiwał się tym narzędziem. Zatraciła się w swoim obrzydzeniu religijnymi praktykami. Po gorącym uczuciu do Dawida pozostało jej jedynie wypalone serce. Nie doczekała się nawet potomka. 

Porzucona, zapomniana. Odeszła z kart Pisma Świętego w głuchej ciszy, zupełnie nie tak, jak przystało na żonę wielkiego władcy. Kobieta przestająca kochać pod wpływem niezrozumienia miłości do Boga- Mikal...
0

piątek, 8 kwietnia 2016

Pomocna dłoń.





Niektórzy tkwią bezmyślnie w spirali nieszczęść. Albo nawet co gorsza- staczają się po niej, sami nie wiedząc kiedy. Tak jak jeden z izraelskich władców- Saul.

Biblia podaje, że tuż przed śmiercią usilnie próbował znaleźć dla siebie ocalenie. Ukojenia szukał w  modlitwach, interpretacji snów, rzucaniu kośćmi (urim), ofiarach. Nic niestety nie skutkowało. Pan pozostawał milczący, odległy, głuchy na jego wołania. 
Królu, dlaczego wcześniej w swoim życiu tak łatwo przyszło ci zapomnieć o Bogu? Dlaczego serce przysłoniła ci paląca myśl o zamordowaniu Dawida? Dlaczego pozwoliłeś złu tak mocno rozplenić się w twoim wnętrzu? Dlaczego?...

Pomoc dla Saula przyszła równie niespodziewanie jak jego decyzja o pozbyciu się z kraju wszystkich wróżbitów. Kiedy, wydawać by się mogło, że spróbował już wszystkiego, odnalazł 
w Endor medium- kobietę, która odpowiedziała na jego rozterki. 

Władca złamał swoje prawo, ale znalazł chwilowe ukojenie (kobiety potrafią je dać).

Wróżka zaaranżowała spotkanie z duchem Samuela. Król dostał odpowiedzi na dręczące go pytania. Chociaż o pewnych sprawach lepiej wcześniej nie wiedzieć- bo na co zdała mu się informacja o rychłej tragedii? Wywołała jedynie zupełne załamanie. Gdyby nie wróżka, jej bezinteresowna pomoc i szybko przyrządzony posiłek, władca mógłby stracić życie szybciej, niż głosiła przepowiednia.

Biedny królu, zatraciłeś się w swoich dążeniach do prestiżu. Zapomniałeś o dobru rodziny 
i najbliższych. Będąc u szczytu kariery odtrąciłeś Boga. I tylko ta pomocna dłoń pogardzanej kobiety- jedyna otucha... 
0

środa, 30 marca 2016

Gdy mi siebie zabraknie.





Ostatnio byłam na swoim pogrzebie. Zahaczyłam o niego nie przez przypadek- wizyta była zaplanowana i zdecydowanie zamierzona. Wyobrażona. I w konkretnym celu.

Pogoda dopisywała. Lekko wiosennie przygrzewało słonko. Ogólnie dzień ciepły, naznaczony delikatnymi podmuchami wiatru. Wszystko wokół już się zieleniło, widać było pierwsze kwiaty (u mnie w rodzinie dużo opisów poświęca się aurze; na własnym pogrzebie chcę pozostać wierna rodzinnej tradycji).

Byli najbliżsi i znajomi. Widziałam twarze niektórych z bliska, innych sylwetki mignęły mi gdzieś bardziej w oddali. Ale wiem, że ich nie zabrakło. Nastrój panował pogrzebowy. Kilka osób ukryło oczy za okularami- choć słońce wcale mocno nie raziło.

Najmocniej poruszyły mnie przemowy. Pozostawię dla siebie, kto i o czym rozprawiał. Poruszono jednak ważne dziedziny mojego żegnanego życia- to, co odgrywało w nim rolę. Uśmiechałam się, dumając nad tym, co było. Czułam się spokojna i spełniona. Pozwoliłam słońcu muskać moją twarz. Kiwnęłam nawet ręką do kogoś, ale chyba mnie nie zauważył. Zamyślił się pewno nad ulatującym życiem...

Wróciłam do siebie z żalem- że coś już zakończone- ale i korzyścią. 
To, o czym mówiono, to były moje życiowe wartości, poukładane i nadające kierunek. Ty też możesz  usłyszeć o swoich, gdy świat Cię będzie żegnał. Chcesz? 


0

piątek, 25 marca 2016

Wielka Śmierć.








Taki dzień w sam raz na umieranie. Bo dlaczego by nie? Pogoda jakaś taka niemrawa, dywan czeka pełen okruchów na litujący się gest dobroci ze strony odkurzacza, torba na wyjazd sama spakować się nie chce, a ponad wszystkim ząbkująca Mała, która ledwo co usnęła, wyciszona ciepłym mlekiem. Można umierać.

Dziś pozwalam sobie na śmierć. Na śmierć moich wszystkich niedoścignionych bez sensu ideałów. Wieszam na stryczek bez żalu za ciasne myśli, niepasujące już do mnie słowa. 
W drobny mak siekam przestarzałe pomysły i niezrealizowane minione już fascynacje. Gilotyna czeka na zatęchłe emocje, które odczuć się do tej pory nie zechciały (nie daję im kolejnej szansy). W młodym- starego szkoda- winie topię smętne chwile i niechwalebne wspomnienia czegoś, co nie wróci, bo nie ma po co. Wysyłam na rzeź wszystko to, czemu kiedyś nieopatrznie zrobiłam miejsce w swoim życiu, a na nic się ono zdało. Iluzje, nadzieje, obawy, lęki, przebudzenia woli- pa! Żegnajcie, żałoby nie będzie!

Wielki Piątek. Wielka Śmierć. 
Krzyż, cierpienie, niesprawiedliwość, ból, bezradność, wątpliwości.


Moja śmierć nie będzie tak słynna ani zbawienna dla ludzkości. Będzie moim prywatnym manifestem przemiany. Będzie zrobieniem miejsca na nowe, świeże, nazwane i wyczekiwane. Będzie ciszą i zbieraniem życiowej energii w zawieszonym w czasie oczekiwaniu Wielkiej Soboty. Będzie... jest.

Jest powiewem Niedzielnego Zmartwychwstania. Jest realnym przejściem do nowego życia.


Życzę sobie i Wam doświadczenia Śmierci Wielkiego Piątku, Wyczekiwania Wielkiej Soboty 
i Wiosennego Natchnienia Niedzieli Zmartwychwstania.

Alleluja! 
0

środa, 23 marca 2016

Wielka Moc.







Znowu tuż za rogiem kolejna Wielkanoc. Kolejna kluczowa dla mnie śmierć i błogosławione Zmartwychwstanie. Odrodzenie na wyciągnięcie ręki. Przemiana, wyjście z grobu do pełni życia.

Już tak niebawem. Jeszcze tylko kilka dni na porządki- i te w szafach, i te w myślach, i w sercu.

Niektórzy będą świętować Zająca i pisać życzenia o kurczaczkach w kiełbaskach.
Każdy w końcu ma prawo wybrać swoje wartości. 

... Wybierz przyszłościowo.
0

piątek, 4 marca 2016

Femme fatale.







Mężczyzna wykorzystany tylko i wyłącznie do jej prywatnych celów. Pozbawiony swojego zdania, godności i testosteronu. Ona ma władzę. Ona manipuluje i intryguje. Ona- Izebel.

Kolejna bohaterka naszych biblijnych rozważań. Inteligentna, odważna, pomysłowa, zaradna lwica z pomalowanym pazurem. Uparcie wierząca w bożki do samego haniebnego końca. Ludzie wokół niej to pionki w grze, na szarym końcu gdzieś tam w tle z mężem. Liczą się rządy 
i poddaństwo ludu. Reszta to tylko złudne przesłanki losu, które i tak dają się ułożyć w historię napisaną jej ręką i podbitą królewską pieczęcią poślubionego w interesach politycznych Achaba.

Życie jednak upomina się o swoje. Bóg nierychliwy, a sprawiedliwy. Czeka i czeka na nawrócenie, upokorzenie się i umiejętne odkrycie swojej egzystencjalnej pozycji. Kiedy to nie następuje, spełnia swoje tragiczne proroctwa. Katastrofalnie w Starym Testamencie, niezgodnie z naszymi wyobrażeniami w XXI wieku (1 Krl 16;18;19;21; 2 Krl 9).

Każdy niestety może podzielić smutny los dumnej Izebel (tak na marginesie- kto daje swojemu dziecku na  imię "Sterta gnoju", ten w pewien sposób warunkuje już jego przyszłość). 

Nie na darmo więc tak często słyszymy: "Gdzie serce Twoje, tam skarb Twój". Chyba nie chcesz przechowywać swojego w kupie śmieci nieuporządkowanego, wyniosłego nad miarę życia?


0

poniedziałek, 29 lutego 2016

Zmiany w życiu dają siłę.






Z takim zdaniem spotkałam się na okładce jednego z popularniejszych magazynów. Jeśli to 100% prawda, to pomyślałam sobie, że jestem niesamowicie silną kobietą- tyle w moim życiu było już przeistoczeń ;)

Nie wiem tak naprawdę, co autor wypowiedzi miał na myśli. Nie zajrzałam do odpowiedniego artykułu, chcąc zostawić sobie zupełną dowolność interpretacji. Gdy zastanawiam się nad tym stwierdzeniem, to uważam, że zwykle przerabiane w życiu przeobrażenia rzeczywiście mogą być przyczyną wzrostu naszego samopoczucia, zadowolenia czy nawet przypływu chęci do działania. 

Przykłady na poparcie tezy aż się mnożą: zmień swój image- fryzurę, styl ubierania się i postaw na szeroki wachlarz usług kosmetycznych- od razu poczujesz się lepiej! Obudzi się w Tobie zadbane i dopieszczone JA, a to przecież bardzo miłe uczucie. :)

Spraw sobie coś ekskluzywnego do mieszkania- jakiś gadżet, o którym zawsze marzyłeś. Albo co tam- od razu remont, na który od tak dawna nie możesz się zdecydować i wykończenie wnętrza w stylu, który od lat chodzi Ci po głowie. Ale satysfakcja, co?

Zmiana pracy- oczywiście na taką, która spełnia Twoje oczekiwania! Awans na wyższe stanowisko lub otworzenie własnej firmy, zespół kolegów tworzący atmosferę wsparcia, o niebo lepsze zarobki, samorealizacja i ciągły rozwój- no komu nie dodałoby to skrzydeł?

Kupno domu, auta, ślub, dłuższy wyjazd, uporządkowanie piwnicy, zapisanie się na kurs japońskiego, przyrządzenie po raz pierwszy sushi, podjęcie wymarzonych studiów, wyśniony weekend z dziewczyną... wszystko to rzeczywiście uszczęśliwia! Czasem być może co prawda ciężko nam zrobić ten pierwszy krok w kierunku zmiany, zaplanować ją i ruszyć z kopyta- ale kiedy już się odważymy, efekty zwykle są budujące i dające siłę i chęci do podjęcia kolejnych wyzwań.

Co jednak ze zwrotami życia, których wcale byśmy nie oczekiwali? 
Odejście bliskiej osoby, przymusowa przeprowadzka w obce miejsce, konieczność podjęcia pracy na studiach ze względu na pustki w portfelu, przewlekła choroba w rodzinie, wypadek, utrata pracy, zawód miłosny, nieudane starania o potomstwo... Jak w takich sytuacjach znaleźć siłę; jak takie "niechciane" zmiany mogą nam ją dać? 

Myśleliście nad tym kiedyś? Bo mi się zdarzyło ;) Doszłam do wniosku, że najlepiej mieć na stałe swój stabilny punkt odniesienia- Wielką Ideę i Wartość Constans. W moim przypadku jest to wiara. Odczytuję wydarzenia i  sytuacje poprzez pryzmat prowadzenia ich przez Siłę Wyższą, jaką dla mnie jest Bóg. Nie wszystko muszę wtedy rozumieć- mam bowiem świadomość, że Ktoś czuwa nad tym za mnie i wie, że tak jest lepiej. A to daje możliwość przetrwania ciężkich chwil; daje siłę. Może ona też brać się ze wsparcia innych osób- opierania się na ich doświadczeniu, mądrości, albo po prostu byciu z nami. Pomaga też i przede wszystkim rozmowa- nie warto ukrywać tego, co boli i stwarza trudność. Słowa wypowiedziane mają tą wielką siłę, że nadają inne znaczenie myślom. Spróbuj, jeśli nie wierzysz! I obserwuj, jak wykrystalizuje się przy okazji Twój charakter ;)

A może masz inne sposoby na odnalezienie siły w chwilach trudnych zmian? Podziel się! Chętnie o tym przeczytam!
0

wtorek, 23 lutego 2016

Skąd pewność?







Pisałam kiedyś o mojej nieumiejętności podejmowania decyzji (klik). 
Są jednak takie sprawy, gdzie nikt za nas niczego nie rozstrzygnie; gdzie trzeba zakasać rękawy i samemu chwycić ster życia w swoje ręce. W ważnych kwestiach jedynym mądrym rozwiązaniem jest zdanie się na siebie i słuchanie swojego wewnętrznego głosu (nie wykluczam tu porad bliskich osób). Jednym podjęcie takiej ważnej decyzji zajmie dzień, innym tydzień, jeszcze innym miesiąc czy rok. Uważam jednak, że nie ma tu złotego środka. Nie czas poświęcony na analizowanie jest najważniejszy, a skutek.


Żeby podjąć słuszną dla siebie decyzję trzeba przede wszystkim wiedzieć, czego się chce. To jest proste, jak się o tym czyta, ale trudne w działaniu. Nie wiesz, czego chcesz, jeśli nie znasz siebie i nie uporządkowałeś w sobie swoich priorytetów. Bez tego nie wybierzesz trafnie tego czegoś, co ma dla Ciebie tak duże znaczenie.

Kiedy już przebrniesz przez ten krótki w moim tekście akapit a długi fragment swojej egzystencji, możesz się uspokoić. Słuchając siebie i idąc za swoimi wartościami odszukasz w sobie wszystkie narzędzia służące dokonaniu dobrego i uszczęśliwiającego wyboru. 

Gratuluję :)

Po czym poznasz, że wybrałeś właściwie? Pewności nikt Ci nie da, ale odnajdziesz spokój 
w swoim wnętrzu. Będziesz po prostu wyciszony i w pewien sposób zrelaksowany podjęciem decyzji. Da Ci ona nową siłę i chęć do działania. Wywoła uśmiech na twarzy i radość 
w serduchu. Będzie Cię motywować każdego dnia do robienia czegoś więcej, lepiej, skuteczniej. Wreszcie będziesz się chciał rozwijać i czerpać pełnymi garściami z tego, co wybrałeś. Ale uwaga- staniesz się też gotowy do dawania od siebie i to na skalę, o którą sam siebie nie podejrzewałeś. Odkryjesz bowiem w sobie zasoby, o których do tej pory nie miałeś pojęcia. Poczujesz, co znaczy być spełnionym, szczęśliwym; jak smakuje realizacja siebie 
i radowanie przy tym innych. Będziesz chciał więcej i więcej z tego stanu. Poranki zaczną się od: "Przede mną kolejne możliwości", a nie od: "Znowu to samo..." Spotkasz się 
z aprobatą, a nawet uznaniem otoczenia. I będzie Ci się chciało angażować w Twój wybór na maxa, bez względu na okoliczności.

Masz to? ;) Nie obawiaj się decyzji. Ich konsekwencje mogą być naprawdę piękne i budujące! Odwagi!
0

sobota, 20 lutego 2016

Rodzeństwo gra pierwsze skrzypce?







Biblia pozostawiła ją w cieniu brata. Życie rzuciło na nią wyjątkowe światło.

Mowa o Miriam, siostrze Mojżesza. Była ona kolejną, wartą przez nas omówienia, bohaterką Pisma Świętego. Doskonała opiekunka, radosna prorokini, potężna przywódczyni. Najstarsza 
z hebrajskich dzieci Jokebed i Amrama. Nigdy nie wyszła za mąż, nie miała swojego potomstwa.

W dzieje Księgi Życia wpisała się jednak znamiennie. Pilnowała malutkiego Mojżesza, płynącego w wiklinowym koszu Nilem. Namówiła egipską księżniczkę, by ta oddała dziecię na wykarmienie Jokebed. Cechowała  się odwagą i zaradnością. Dzięki niej przeżył wielki wyzwoliciel i przywódca narodu izraelskiego na drodze wybawienia z niewoli egipskiej.

Po przekroczeniu Morza Czerwonego suchą stopą to ona pierwsza sięgnęła po bębenek 
i zaintonowała Bogu dziękczynną pieśń. Oddała należną chwałę Stwórcy, wyznała publicznie swoją wiarę, przewodziła innym w uwielbianiu Pana, podkreśliła wyjątkowość Bożej mocy.

W potrzebie napominała razem z Aaronem Mojżesza. Na kartach Biblii zapisała się jako kochająca, troskliwa siostra, ucząca nas życia we wspólnocie- rodzinnej i społecznej. Wskazała na wartość więzi między rodzeństwem. Niektórzy doszukali się nawet analogii pomiędzy relacją jej i Mojżesza, a Mojżesza i całego narodu izraelskiego.

I co najważniejsze- pozostała wierna Bogu, do końca wypełniając Jego polecenia i wychwalając go całym swoim, niedługim jak na owe czasy, życiem.

Chcesz wiedzieć więcej? Sięgnij do Biblii: Wj 2,1-10; 15, 20-21; Lb 12.
0

środa, 17 lutego 2016

Zamknij się!



 Nie żartuję.

Zbierz się na odwagę i to wreszcie zrób.

Wiesz, w godzinach szczytu zamykają dziś główne ulice w moim mieście w związku 
z poszukiwaniami zaginionej osoby. Co bym zrobiła, gdyby najbliższa mi osoba rozpłynęła się bez znaku życia? Pewno to samo, co dzieje się teraz w centrum- uciekłabym się do wszelkich możliwych metod odnalezienia jej. Co Ty byś zrobił? Podejrzewam, że również szukał rozpaczliwie i stawał na głowie, by ją odnaleźć.

Cała ta sytuacja skłania mnie ponadto do trochę innego rodzaju refleksji.
Mianowicie- co robimy, gdy zgubimy fragment... siebie? Jakąś część swojej tożsamości, swojego bytu, swojego własnego JA? Kiedy pojawiają się fundamentalne pytania o wartość ego, potrzeby, pragnienia, cele, dążenia, sens? Wtedy, gdy coś w nas szwankuje, bo domaga się więcej uwagi a my czujemy się wybici z rytmu? Co wtedy robimy?

Możemy jechać do buddyjskiej świątyni pomedytować lub uciec na koniec świata, bo to ostatnio modne.
Nie polecam, bo nie próbowałam.

Jeśli jednak chcesz przetestować coś, co działa bez zbędnych kosztów i podróży, to proponuję, żebyś właśnie się zamknął. Odciął od pewnych spraw, zwolnił tempo życia, przełożył obowiązki na następny termin, zrobił sobie wolne. Siadł wreszcie spokojnie i dał sobie czas. Pomyślał nad sobą, poszukał wartościowych lektur, otoczył się dobrymi myślami. Banalne, a skuteczne. Minimalizuje ponadto pewne dokuczliwe objawy somatyczne, typu chroniczne bóle głowy czy skurcze żołądka. Za darmoszkę.

Jeśli czujesz, że to może być dla Ciebie pewien oddech od gonitwy codzienności i pomocne spojrzenie w głąb siebie- weź się po prostu zamknij.
0

piątek, 12 lutego 2016

Taka lekcja od Tamar.




Siedzi we mnie kwestia, którą poruszyliśmy ze studentami w jednej z dyskusji: jak nabrać dystansu do niektórych wydarzeń z życia? Punktem zapalnym stała się konkretna postawa Tamar, naszej biblijnej bohaterki (odsyłam do Pisma Świętego, Rdz 38). 

Tamar uwiodła teścia, by wymusić na nim dopełnienie przysługującego jej prawa lewiratu. Na moment w historii swojego życia zdystansowała się od swojej tożsamości- przestała być wdową, stała się nierządnicą. Zdystansowała się wobec swojego czynu- szybko wróciła do roli posłusznej córki i, wydawać by się mogło, zapomniała o całym zajściu. Nadała odpowiedni dystans swojej relacji z teściem- choć psychicznie łatwo jej na pewno nie było starać się z nim 
o potomstwo.

Czy cel zawsze uświęca środki? Bóg był z nią, bo sprawiedliwie, jak na owe czasy, chciała przedłużyć losy rodu Judy. Czy możemy ocenić moralność jej czynu? Uważam, że z perspektywy teraźniejszości jest to awykonalne, więc nie warto się nawet starać. Stary Testament czytamy, przenosząc się w realia świata Starego Testamentu i wszystkie rządzące nim prawa. Kropka.

Jest jednak coś, co warto. Warto, jak Tamar nabierać dystansu. Nie po to, by z zimną krwią planować i podstępnie realizować swoje prywatne, egoistyczne cele. Ale po to, by dążyć do sprawiedliwości; by żyć spokojniej i pełniej; by mieć szerszą perspektywę; by czuć się wolnym 
i spełnionym.

Taka lekcja od Tamar.

0

środa, 10 lutego 2016

Metamorfoza ;)


Nadszedł taki okres w kalendarzu, kiedy jak co roku zastanawiam się, co warto w sobie zmienić. Nie dlatego, że praca nad sobą jest modna; nie dlatego, że tego wymaga stereotyp Wielkiego Postu; nie dlatego, że tak ktoś by sobie życzył, ale dlatego właśnie, że mogę!



Kiedyś przełomowe było dla mnie uświadomienie sobie, że "nawrócić się" to znaczy: "zmienić myślenie". A ja zawsze sądziłam, że to karcące twierdzenie srogo kiwającego palcem z ambony księdza, który chce nam powiedzieć, że wszyscy za nasze zachowanie będziemy się smażyć 
w piekle. A tu proszę: ZMIEŃ MYŚLENIE. Jak łagodnie. Jak bez przymusu. Jak na wiele sposobów można to interpretować.

Jak wykorzystam tegoroczny Wielki Post na zmianę myślenia?
Uważam, że teraz w moim życiu jest właściwy moment, na szczególne docenienie tych, którzy są najbliżej i tych, których mocno noszę w sercu, a dzielą nas kilometry.
A Ty jak się nawrócisz? Trzymam kciuki za Twoją metamorfozę myślenia! :)
2
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.